facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Za Tomka z W
Piotr
2020-03-29 19:05:04
Proszę o modlitwę w intencji mojego taty - aby szybko wrócił do zdrowia. Jest po ciężkiej operacji i w stanie zagrażającym życiu.
Krzysztof
2020-02-15 22:26:08
Proszę Boga Ojca w imię Pana Jezusa za wstawiennictwem Matki Najświętszej o opiekę od zła, szczęśliwą podróż i błogosławieństwo we wszystkich sprawach dla rodziny Jana.
Jan
2020-01-29 13:28:49
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Strach
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2012 - czerwiec
PRAWYM OKIEM. Po co zmieniać to, co dobre?

Tomasz P. Terlikowski

strona: 22



Wycofanie pierwszej spowiedzi przed pierwszą komunią świętą zaproponował „Tygodnik Powszechny”. Powodem ma być jakaś niesłychana trauma, jaką przeżywają dzieci w trakcie spowiadania się, a także... fakt, że w Kościołach na Zachodzie już to wprowadzono, warto więc przetestować taki pomysł również u nas...


Wiele lat temu Dietrich von Hildebrand we wstrząsającej książce „Koń trojański w mieście Boga” wskazywał, że jednym z najgłupszych założeń „ducha soboru” (z soborem ma on mniej więcej tyle wspólnego ile spirytus ze spritem) jest przekonanie, że zmiana jest dobrem samym w sobie, że trzeba zmieniać, dostosowywać, poprawiać w Kościele wszystko, co się da. W efekcie poprawia się nie tylko kwestie rzeczywiście potrzebne, ale także takie, których ulepszanie wcale nie jest potrzebne.

Przykłady? Ależ proszę bardzo. Nie jest na przykład jasne, dlaczego w większości polskich świątyń zrezygnowaliśmy z przyjmowania komunii świętej na kolanach. Czy komunia na klęcząco była za mało pobożna? Czy nie oddawała postawy wierzącego wobec Wszechmocnego ukrytego w chlebie? Czy nie sprzyjała modlitwie? Wątpię... Podobnie było z wyrzucaniem balasek z prezbiterium (a jako żywo we wszystkich tradycyjnych wyznaniach prawosławnych przestrzeń ołtarza jest oddzielona od naw) czy później z przyjmowaniem komunii świętej na rękę (znowu nie jest jasne, po co to zrobiono). Zdecydowano i zrobiono.

Teraz z podobnym, równie pozbawionym uzasadnienia pomysłem, wyskakują eksperci z „Tygodnika Powszechnego”, którzy próbują wyeliminować pierwszą spowiedź przez pierwszą komunią. I jak w poprzednich przypadkach pojawia się argument, że będzie to bardziej zgodne z teologią katolicką, a do tego pozwoli sprawdzić, czy przypadkiem nowa forma nie jest lepsza i czy nie sprzyja głębszej pobożności... W naszych czasach, po doświadczeniach Kościoła na Zachodzie, argument ten nie jest już nawet śmieszny. Testy, do których (nie tylko w tej sprawie) namawia „Tygodnik Powszechny” już przeprowadzono. I wiadomo, że ich skutki są opłakane. W Niemczech, Szwajcarii, Holandii dzieci już się nie stresują spowiedzią, podobnie zresztą jak ich rodzice. Do komunii przystępuje się ławkami, a poczucie grzechu zanikło całkowicie. Skutkiem jest zaś to, że komunia święta jest przyjmowana niegodnie i profanowana, a – o czym też warto pamiętać – do tego nie służy już zbawieniu osób ją przyjmujących. Podobnie jest z komunią na rękę (także wprowadzoną w Polsce). Nie widać jakoś, żeby w Kościołach zachodnich przyczyniła się do wzrostu pobożności, pogłębienia wiary w Eucharystię. Stąd Benedykt XVI powoli odwraca wektor przemian, wskazując, że te „eksperymenty” zakończyły się porażką, wymuszając klękanie do komunii w bazylice św. Piotra czy przypominając, że tradycyjne formy pobożności sprawdzają się lepiej.

I jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby tych skutków nie dostrzegał „Tygodnik Powszechny”. A jeśli je dostrzega, a mimo to dąży do takiego celu, to są tylko dwie możliwości: albo jego redakcja składa się z ludzi – jakby to ująć możliwie najdelikatniej – niespecjalnie mądrych, albo uznaje on, że spadek pobożności, osłabienie wiary w Eucharystię, wyeliminowanie poczucia grzeszności, zaniechanie spowiedzi są zjawiskami dobrymi, do których należy dążyć. W tym pierwszym przypadku należy dziennikarzom i publicystom „Tygodnika Powszechnego” współczuć i modlić się za nich, w tym drugim (jednak o wiele bardziej prawdopodobnym) należy nie tylko jasno stwierdzić, że ich działanie rozbija Kościół od środka, ale też trzeba jasno im się sprzeciwiać. Jest to tym istotniejsze, że siłą takiej „piątej kolumny” w Kościele (to określenia Dietricha von Hildebranda, a nie moje) jest właśnie obojętność, zaniechanie ludzi wiernych ortodoksji. Zmiany wprowadza się między innymi dlatego, że nie protestują wierni i kapłani przywiązani do sprawdzonych, choćby i ludowych form pobożności.

Wszystko, co napisałem nie oznacza, że jestem zwolennikiem trwania przy każdym zwyczaju, jak przy Świętej Tradycji. W przygotowaniu do pierwszej komunii świętej trzeba zmienić sporo (ot choćby tyle, że dopuszczać się do niej powinno nie klasami a pojedynczo, gdy dziecko jest gotowe, czasem w wieku pięciu czy sześciu lat, a czasem później), zapewne dobrze byłoby większy nacisk położyć na uświadomienie, z Kim spotyka się w konfesjonale. Ale najwięcej do zrobienia jest nie z dziećmi, tylko z dorosłymi. To my, rodzice dzieci idących do pierwszej komunii (a moja córka właśnie do niej przystąpiła) powinniśmy zmienić swoje podejście: do spowiedzi i do komunii. I wtedy nasze dzieci nie będą odczuwać traumy, ale radość. Z każdej, a nie tylko z pierwszej spowiedzi, i z każdej, a nie tylko pierwszej komunii. U jej podstaw będzie zaś spotkanie z Żywym Bogiem, a nie z jeżem pigmejskim.