facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Proszę o modlitwę o uratowanie małżeństwa Anny i Jacka.
Anna
2020-01-09 16:32:06
O zdrowie dla Bogumiły.
Piotr
2020-01-02 17:34:59
O nawrócenie dla Karola
P.
2020-01-02 12:41:13
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Teraz!
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2012 - czerwiec
GDZIEŚ BLISKO. Multikulturowy maj

Małgorzata Tadrzak-Mazurek

strona: 12



Różanystok. Choć róż tu na lekarstwo, za to parę popeegerowskich budynków, przy kilku raczej dziurawych ulicach i wyboistych chodnikach. Wioska w połowie drogi między Suwałkami a Białymstokiem, niezbyt daleko od... Grodna. Czterysta dusz.


O tej okolicy zwykło się kiedyś mawiać Polska B. Teraz to niepoprawne politycznie, ale różnice między inwestycjami na ziemiach zachodnich i tutaj są jednak wyraźnie widoczne... A mimo to, właśnie tutaj, a nie w bardziej reprezentacyjne miejsce, zjeżdżają w ostatnich dniach maja tłumy młodych ludzi z całego świata.

Salezjanie

Żeby jednak dopełnić obrazu Różanegostoku trzeba dodać, że obok tej popeegerowskiej przeszłości ma on też inną, po której również pozostały ślady. Nie wszystkie już odzyskały swoją świetność, ale są na pewno okazalsze niż szare bloki. To pozostałości po dobrach Tyszkiewiczów. Pałac, kościół (sanktuarium Matki Bożej Różanostockiej, z pochodzącym z XVII wieku cudownym obrazem), klasztor podominikański i inne pomniejsze budynki z pokaźnym terenem wokół.
Dziś wszystkim opiekują się salezjanie. Prowadzą tu parafię, Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy, w którym przebywa stu chłopców, szkoły, stolarnię, stadninę koni, bursę, Dom Pielgrzyma... Prawdę mówiąc tak tego dużo, że kiedy koadiutor Karol Domagała SDB (pracujący jako psycholog w Ośrodku) oprowadza mnie po tych włościach, zaczynam się lekko gubić... Szczególnie, że wokół nas w różne strony krąży hałaśliwy, zdecydowanie rozentuzjazmowany, różnobarwny, różnojęzyczny tłum. Hindusi, Afgańczycy, Mongołowie, Tybetańczycy, Chińczycy, Somalijczycy, Czeczenii – ci najbardziej rzucają się w oczy. Ale także Żydzi, szczególnie dlatego, że posiłki spożywają osobno zwartą grupą. Zresztą był niezły ambaras z ich koszerną kuchnią...
Co oni tu wszyscy robią? A także cała masa Litwinów, Rosjan, Brytyjczyków, a przede wszystkim młodych Polaków? Biorą udział w Festiwalu Młodzieży Bez Granic, który po raz trzeci organizowany jest pod skrzydłami Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego.

Festiwal

Karol Czajkowski, jeden z głównych koordynatorów Festiwalu (obok Jakuba Borysiaka, Jakuba Fica i Katarzyny Stefanowicz) tłumaczy, że pomysł wyszedł od ks. Krzysztofa Grzendzińskiego SDB, dyrektora Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego. „To nie do końca prawda – tłumaczy ks. Krzysztof – bo do mnie kilka lat temu zgłosił się misjonarz z Ugandy, ks. Ryszard Jóźwiak SDB, który chciał przyjechać z grupą chłopców ze swojej placówki, grających na bębnach, żeby mogli się nam zaprezentować. A ja na to tylko przystałem, choć trochę się baliśmy, nawet tego, jak nasi chłopcy zareagują na kolor skóry Ugandyjczyków. Bo nasi wychowankowie to przecież nie są aniołki. W Ośrodku Wychowawczym jest się z wyroku sądu. Ale oni nas zaskoczyli i okazali się bardzo dojrzali i dumni, że mogą ugościć czarnoskórych chłopaków. Oddali nawet swoje pokoje, a sami spali na materacach, bo nie mieliśmy jeszcze wtedy wyremontowanego Domu Pielgrzyma.”
„Co więcej – dodaje ks. Piotr Sosnowski SDB, dyrektor tutejszej wspólnoty salezjańskiej – okazało się, że nie tylko zobaczyli, że można mieć swoją pasję i ją konsekwentnie realizować, ale także zaczęli się uczyć języka angielskiego, bo chcieli się jakoś dogadać.”
Ugandyjczycy przyjechali, dali koncert, pouczyli trochę chłopaków z Ośrodka gry na bębnach i... wyjechali. Ale okazało się, że dokonało się coś o wiele więcej niż zdobycie umiejętności bębnienia. Okazało się, że zarażenie chłopców pasją ma dla nich kolosalne znaczenie resocjalizacyjne czy raczej wychowawcze, więc ks. Krzysztof nawiązał kontakt z artystami, m.in. właśnie z Karolem Czajkowskim, który jest szefem Agencji Artystycznej i Kubą Borysiakiem, dziennikarzem, żeby organizować takie muzyczne warsztaty dla chłopców z Ośrodka co roku.
Pomysł nie tylko zaskoczył, ale rozrósł się błyskawicznie. To już trzecia edycja Festiwalu i o ile podczas pierwszej były tylko warsztaty bębniarskie, o tyle w tym roku są już warsztaty: kreatywności manualnej, rzeźbiarski, tańca indyjskiego, jazdy konnej, dziennikarski, impro free style, breakdance, muzyczny, teatralny, malarski. A prowadzą je nie tylko zawodowcy w swoich dziedzinach, ale przede wszystkim absolutni pasjonaci. „Chcemy też pokazać – mówi Anna Sadowska z biura festiwalowego – że pasja może przerodzić się w zawód, może stać się źródłem utrzymania”.
Impreza stała się znacząca nie tylko dla chłopców z Ośrodka, jest nie tylko świętem całego Różanegostoku, ale także dla całego regionu, bo jak zaznacza Karol Czajkowski „Podlasie to kulturalna pustynia”. Zaproszenia na Festiwal docierają teraz do wszystkich szkół regionu i wszystkich tutejszych placówek kulturalnych, więc młodych Podlasian jest w tych dniach w Rózanymstoku naprawdę wielu. Ola na przykład bierze udział w warsztatach muzycznych po raz trzeci. Przyjechała z pobliskiego Krasnopola razem z zespołem bębniarskim doskonalić technikę. Ale, kiedy ją zaczepiam, właśnie czeka na naukę Szła dzieweczka do laseczka po japońsku. Jedna z Japonek zapisuje właśnie słowa na tablicy... „Skąd jesteście?” – pytam stojących obok jej kolegów. Każdy rzuca jakąś inną nazwę, zapamiętuję tylko Kioto...
Warsztaty odbywają się przed południem, wieczorem są koncerty. Czekając na występ hip-hopowego zespołu Frenchman, pytam siedzącego obok mnie chłopaka z Ośrodka, w jakich warsztatach bierze udział. Dowiaduję się tylko, że ma na imię Dawid i chciałby się uczyć breakdancu, ale póki co chodzi na jazdę konną. Nie udaje mi się już dowiedzieć dlaczego, bo pierwsze dźwięki hip-hopu skutecznie zagłuszają każdą próbę kontynuowania konwersacji. Następnego dnia rzeczywiście nie znajduję go jednak na zajęciach tanecznych, za to widzę Żydów, wdzięcznie wyginających się na podłodze pośród chłopaków i dziewczyn z Europy.
Udaje mi się jeszcze załapać na przedstawienie teatralne Anglików, zobaczyć tworzenie rzeźb, biżuterii i malowanie koszulek, posłuchać rozedrganego bębnieniem powietrza i... czas wracać! Oni jeszcze zostają. Zakończą wszystko pokazami tego, co udało im się stworzyć przez te kila dni i występem wielkiej multikulturalnej Orkiestry Bez Granic, którą stworzą przeróżne instrumenty (nazw niektórych z nich nie jestem w stanie nawet powtórzyć tak są oryginalne), techniki grania i śpiewania. „I właśnie o to chodzi – podsumowuje ks. Krzysztof – żeby pokazać, że muzyka, sztuka, jest płaszczyzną porozumienia poza podziałami narodowymi, religijnymi, politycznymi czy nawet rasowymi. Żeby uwrażliwić na inność, żeby nauczyć się czerpać z własnej tradycji i nie wstydzić się jej.”

•••

Czy z takim nastawieniem wyjedzie stąd ponad dwustu młodych uczestników tegorocznej edycji tego multikulturowego wydarzenia z kilkunastu krajów? Czy wrócą za rok? Jak będzie wyglądał Festiwal za kilka lat, jeśli tempo jego rozwoju będzie tak błyskawiczne, jak dotychczas? W jaką stronę pójdzie? Niewątpliwie pytań jest sporo, ale za odpowiedź na razie musi wystarczyć przeświadczenie, że w Różanymstoku dokonuje się rzecz ważna nie tylko dla chłopców z Ośrodka, nie tylko dla regionu, ale dla bardzo wielu młodych ludzi z całego świata.