facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Za Tomka z W
Piotr
2020-03-29 19:05:04
Proszę o modlitwę w intencji mojego taty - aby szybko wrócił do zdrowia. Jest po ciężkiej operacji i w stanie zagrażającym życiu.
Krzysztof
2020-02-15 22:26:08
Proszę Boga Ojca w imię Pana Jezusa za wstawiennictwem Matki Najświętszej o opiekę od zła, szczęśliwą podróż i błogosławieństwo we wszystkich sprawach dla rodziny Jana.
Jan
2020-01-29 13:28:49
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Teraz!
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2008 - luty
GDZIEŚ BLISKO. Połączone pokolenia

ks. Andrzej Godyń SDB

strona: 10



W salezjańskich oratoriach niemal zawsze obok młodzieży i salezjanów ważną rolę pełniły osoby w starszym wieku. Pierwszą z nich była mama św. Jana Bosko – Matusia Małgorzata, bez której jego dzieło mogłoby w ogóle nie powstać. W przedwojennym poznańskim oratorium, które formowało przyszłych błogosławionych – „piątkę z Wronieckiej”, bardzo znany i lubiany był „dziadzia” Karaśkiewicz, który nie mając własnych dzieci, poświęcał swój czas, a nierzadko i emeryturę, chłopcom z oratorium.

Dziś w bardzo wielu oratoriach obecni są salezjanie współpracownicy i salezjanki współpracownice, czyli świeccy żyjący duchowością księdza Bosko. Czasem obok nich działają także członkinie Stowarzyszenia Maryi Wspomożycielki Wiernych lub nigdzie niezrzeszeni świeccy, których przywiązanie do wychowawczych ideałów świętego z Turynu nie przeminęło wraz z młodością i którzy ofiarowują salezjanom i młodzieży swoją obecność i pomoc.
Z myślą o docenieniu tych właśnie osób w inspektorii pilskiej powstała inicjatywa „Łączymy pokolenia”, której jednym z inicjatorów był ks. Mariusz Wencławek SDB. „Chodziło nam z jednej strony o większe zaktywizowanie osób po 60. roku życia, tak, by czuły się bardziej potrzebne, tłumaczy ks. Mariusz, a z drugiej, by jeszcze bardziej przybliżyć je do świata młodzieży, a młodzież do nich; żeby starsi i młodsi mogli się lepiej poznać, żeby młodzi animatorzy i liderzy mogli dowiedzieć się czegoś więcej o Stowarzyszeniu Salezjanów Współpracowników i Salezjanek Współpracownic”.

Blisko księdza Bosko
Realizacja projektu polegała na zorganizowaniu czterech spotkań w różnych domach salezjańskich – w Szczecinie, Aleksandrowie Kujawskim i Czaplinku – do których zjechały się osoby starsze i młodsze udzielające się w oratoriach pilskiej inspektorii. Oprócz modlitwy i zabawy ważną częścią tych spotkań były zajęcia formacyjne: wspólne debaty i warsztaty, wymiana doświadczeń.
Tak młodzież, jak i starsi wyjeżdżali z pewną dozą niepewności. Karolina – animatorka z Piły, która nie była na dwóch pierwszych spotkaniach, na trzecie jechała nie bez obaw: „Szczerze mówiąc, na początku nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Trochę się bałam, wsiadając do busa, bo byłam tam jedyna z mojego pokolenia. W drodze do Szczecina przypadło mi siedzieć z panią Henią. Okazało się, że pani Henia pracowała kiedyś z dziećmi jako harcerka, więc od razu znalazłyśmy wspólny temat, bo ja też zajmuję się harcerkami w ZHR. No i pani Henia podpowiedziała mi kilka nowych dla mnie rzeczy, co do organizacji obozów, zabaw dla dziewcząt… Szybko się przekonałam, że sama podróż, samo obcowanie z osobami, które mają większe doświadczenie niż ja i jeszcze to, że są tak blisko księdza Bosko było bardzo trafnym pomysłem. A już zupełnie odeszła niepewność, kiedy dojechaliśmy i zobaczyłam, z jaką radością witają się z paniami już tam obecne moje koleżanki i koledzy, którzy brali udział we wcześniejszych zjazdach”.
„Byłam na wszystkich spotkaniach. Żyję”. – żartuje pani Marta. „Teraz już zupełnie nie mam oporów, np. żeby podejść do młodych i powiedzieć: »Słuchajcie mamy takie i takie spotkanie, cieszylibyśmy się, gdybyście przyszli. Zapraszamy was«. Na co słyszę: »Nie ma sprawy, będziemy«.

Od walca do dancehallu
Mateuszowi najbardziej zapadło w pamięć drugie spotkanie, w Aleksandrowie Kujawskim: „Razem z Dominikiem przygotowaliśmy paniom prezentację o muzyce reggae, której ku naszemu zdziwieniu słuchały z dużym zainteresowaniem. One z kolei odwdzięczyły nam się lekcją na temat dobrych manier przy stole, gdzie się sadza gości, jak układać kwiaty w bukietach. Debatowaliśmy także o patriotyzmie, o współczesnej emigracji. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Ciekawe i bardzo wesołe było też spotkanie w Czaplinku. Panie uczyły nas tańców klasycznych, po czym my z kolei puściliśmy dancehall z Jamajki. Choć może najciekawsze były zajęcia teatralne. Mieliśmy odegrać scenkę z życia opowiedzianą przez osoby starsze, a były to niesamowite historie życiowe”.
Pozytywne zaskoczenie było obopólne. Opowiada pani Henia: „W Czaplinku po wspólnej mszy św. i adoracji podszedł do mnie reżyser teatralny, który pomagał nam przy scenkach i powiedział, że jest zdumiony dojrzałością świadectw tych młodych ludzi na temat obecności Boga w ich życiu. Był w szoku, że młody człowiek potrafi tak głęboko wejść w siebie i głośno to wyrazić. Bardzo długo z nami potem został, podpytywał o różne rzeczy. Coś, co dla nas, którzy już ich znamy nie było niespodzianką, dla niego było wielkim zdziwieniem”.

Dalej razem
Starsi i młodsi wesoło wspominają poszczególne zajęcia: „Wieczór integracyjny miał swój scenariusz, podzieliliśmy się na grupy i każdy był za coś odpowiedzialny. Ktoś przygotowywał zabawę, ktoś inny taniec integracyjny… I okazało się, że taki scenariusz sprawdza się nie tylko wśród młodzieży”. „Ale nie wszystkie pomysły były trafione – śmieje się Mateusz. Zaproponowano nam, byśmy nauczyli starszych obsługi komputera, a trafiłem na panią z Rumii, która mnie uczyła, jak sobie radzić w Internecie”.
Owocem tych zjazdów jest przede wszystkim to, że wspólne spotkania są kontynuowane w oratoriach. Na pewno na lepsze zmienił się też klimat między animatorami i salezjanami współpracownikami: „Młodzi nie wstydzą się nas, po Apelu Jasnogórskim podchodzą, by nas uściskać” – mówi pani Henia.
Dla ks. Mariusza ważny jest jeszcze jeden aspekt: „Mam nadzieję, że młodzi zostali zachęceni do lepszego poznania, kim są salezjanie współpracownicy i salezjanki współpracownice i kiedyś przynajmniej niektórzy z nich złożą przyrzeczenia. Te spotkania bardzo zbliżyły pokolenia i choć na pewno wielu młodych animatorów ma jeszcze żyjących dziadków czy babcie, to tu zyskali kolejne starsze osoby jako przyjaciół”.
Słowa ks. Mariusza uzupełnia jeden z animatorów: „Ja ze starszymi osobami nie miałem specjalnych relacji, bo nie mam dziadków, a tych relacji, które miałem, nie mogę zaliczyć do najlepszych. Te spotkania były dla mnie bardzo cenne, bo pomogły mi inaczej spojrzeć na starszych ludzi”. A Karolina dodaje: „Na pewno zostały obalone teorie o przesadnie rozbrykanej młodzieży i zgrzybiałych staruszkach. I o tym, że nie mogą się porozumieć”.