facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Za Tomka z W
Piotr
2020-03-29 19:05:04
Proszę o modlitwę w intencji mojego taty - aby szybko wrócił do zdrowia. Jest po ciężkiej operacji i w stanie zagrażającym życiu.
Krzysztof
2020-02-15 22:26:08
Proszę Boga Ojca w imię Pana Jezusa za wstawiennictwem Matki Najświętszej o opiekę od zła, szczęśliwą podróż i błogosławieństwo we wszystkich sprawach dla rodziny Jana.
Jan
2020-01-29 13:28:49
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Teraz!
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2008 - luty
ROZMOWA Z... Ratunek w słowach

Małgorzata Tadrzak-Mazurek, ks. Andrzej Godyń SDB

strona: 8



Rozmowa z ks. Markiem Dziewieckim, psychologiem, autorem książek o tematyce
wychowawczej, m.in. „Komunikacji wychowawczej” i „Psychologii porozumiewania się”

Jak powinna wyglądać komunikacja w rodzinie?

Po pierwsze powinna być! Coraz częściej dzieci „komunikują się” z telewizją, Internetem, grami komputerowymi, a nie z rodzicami. Rodzice dużo czasu spędzają poza domem, ale nawet gdy wracają, to komunikacja w rodzinie szwankuje: dzieci siedzą przed telewizorem czy komputerem, tata czyta gazetę, mama krząta się w kuchni. Pierwszym warunkiem dialogu wychowawczego jest to, że rodzice mają czas dla dzieci, gdyż powinnością rodziców jest okazywanie miłości. Jeśli – mimo zmęczenia – rozmawiają ze swymi dziećmi o marzeniach, problemach, lękach, to potwierdzają, że dzieci są dla nich cenne.

Czy nie wystarczy sama obecność rodziców? Dlaczego właśnie rozmowa jest taka ważna?

Poprzez dialog uczymy dzieci sztuki życia. Chrystus całymi godzinami dialogował z ludźmi, których formował. Rozmawianie o tym, jak żyć, jest nie tylko wyrazem troski i miłości. Czasem dosłownie ratuje życie. W człowieku jest i dobro, i zło, chociaż wiele popularnych, tzw. humanistycznych ideologii zakłada, że w nas jest tylko dobro, że jesteśmy wewnętrznie harmonijni i że rozwijamy się spontanicznie, bez wysiłku. To są absurdalne tezy. Realistycznie myślący rodzic wie, że dzieci są zagrożone i przez wpływy zewnętrzne, i przez własną naiwność i słabość. Czasem dziecko mówi: a ja uważam, że należy postępować tak a tak. Wtedy trzeba tłumaczyć: synu, córko, twój los nie zależy od tego, co ty uważasz, gdyż twoje życie rozgrywa się nie w subiektywnych przekonaniach, lecz w obiektywnej, twardej rzeczywistości.

Dlaczego niekiedy tak trudno rodzicom porozumieć się z dziećmi?

Pierwszym warunkiem porozumienia jest miłość. Wychowanie ma sens, jeśli jest wyrazem miłości, gdy nie opiera się na wojskowym drylu czy strachu i gdy nie wynika z perfekcjonizmu rodziców: nasz syn musi być wzorcowy, nie może stwarzać problemów. Najłatwiej porozumieć się możemy się z tymi, których najbardziej kochamy. Jeżeli dzieci i młodzież nie doświadczają miłości ze strony rodziców, to nie będą ich słuchać. Wsłuchujemy się w głos tylko tych, którzy nas kochają. Nawet wtedy, gdy w jakimś przypadku ich głosu nie posłuchamy. Ważna jest także technika dialogu, który powinien być oparty nie na zakazach i nakazach, ale wspólnym z dzieckiem analizowaniu różnych postaw i ich naturalnych konsekwencji. Przekazywać wiedzę na temat sztuki życia – to pomagać dzieciom, by świetnie odróżniały to, co je rozwija, od postaw, przez które krzywdzą siebie czy innych ludzi.

Niektóre współczesne teorie wychowawcze sprowadzają wychowanie wyłączenie do dialogu. Gdzie są granice?

Oczywiście dialog jest tylko jednym z elementów wychowania. Wychowanie dokonuje się przede wszystkim przez pozytywne więzi i wartości w rodzinie: miłość, prawdomówność, otwartość, zaufanie, dyscyplinę, klimat bezpieczeństwa. Jedynie wewnątrz tego typu więzi i wartości ma sens rozmawianie. Celowo mówię „rozmawianie”, bo nie jest to dialog równych sobie partnerów. Rodzice są za dzieci odpowiedzialni. Także prawnie. Nie tylko zdrowy rozsądek, ale nawet prawo wymaga, by rodzic nie był partnerem, ale wychowawcą i autorytetem. Twierdzenie, że jesteśmy dla dzieci partnerami, to ucieczka od odpowiedzialności i rzeczywistości, a to powoduje zagubienie u dzieci. Niestety współcześni rodzice są często ostatnim pokoleniem tych, którzy słuchali własnych rodziców i pierwszym, które słucha własnych dzieci. A gdy rodzice słuchają własnych dzieci, to na tym najbardziej przegrywają dzieci.

Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że zabiera im to poczucie bezpieczeństwa. Przecież to zadaniem rodziców jest obserwować zachowania dziecka, oceniać, wspierać to, co w tym zachowaniu dobre, komentować, to co groźne i stanowczo zakazywać tego, co złe.

A o czym nie rozmawiać z dziećmi?

Jedynym tematem wyłączonym z rozmowy z dziećmi powinny być sprawy dotyczące rodziców i ich problemów małżeńskich. Rodzice nie powinni obciążać swymi problemami zwłaszcza małych dzieci. Powinni natomiast podejmować dosłownie wszystkie tematy, które poruszają dzieci. Mądrość rodziców polega na tym, by dobierać takie aspekty i argumenty, by przez rozmowę uczyć dziecko myśleć i kochać. Może ono zapytać i o seks, i o pijanego nauczyciela czy księdza. Na każde pytanie dziecka można mądrze odpowiedzieć. Czasem nie powinno się czekać na pytanie, ale samemu inicjować rozmowę o ważnych sprawach.

Najtrudniejsze rozmowy dotyczą pewnie seksualności?

Mądry wychowawca skupia się na więziach i dopiero w tym kontekście mówi czym jest seksualność. Warto dzieciom i młodzieży mówić z fascynacją o miłości i bliskości, z zachwytem o małżeństwie. Warto krótkimi syntezami prowokować do krytycznego myślenia, np. wyjaśniać, że feminizm proponuje walkę między kobietami a mężczyznami, aktywiści gejowscy proponują izolację, a Bóg proponuje wzajemną miłość. O więziach, miłości, rodzinie można mówić nawet do trzylatka. O seksualności wtedy, gdy dzieci pytają lub gdy prowokują nas do rozmowy swymi zachowaniami. Jeśli pyta nas siedmiolatek, to nie interesują go szczegółowe odpowiedzi. W tym wieku dzieci nie odczuwają jeszcze popędu i wystarczy wyjaśnić, że seks to bycie blisko siebie kobiety i mężczyzny.

Nastolatkom takie tłumaczenie chyba już nie wystarczy...

Gdy nastoletnie dzieci pytają o seksualność, zwłaszcza gdy próbują odrywać seksualność od norm moralnych, wtedy warto stanowczo – choć spokojnie – demaskować zagrożenia. Trzeba wyjaśniać, że seksualnością można siebie i innych strasznie poranić i skrzywdzić. Jeden z ojców opowiedział mi, że gdy zobaczył, iż córka czyta demoralizujące pismo dla młodzieży, to poprosił, by jeden z artykułów przeczytała na głos. Ona – czytając – coraz bardziej się czerwieniła. Wtedy tato zapytał: „Córeczko, czy interesują ciebie takie teksy? Przecież ty jesteś królewną! Przecież ty nie szukasz kogoś, kto cię będzie pożądał, lecz kogoś, kto cię pokocha”. To wystarczyło, by córka zrozumiała, że ma większe aspiracje niż podpowiada jej owo prymitywne pismo.

Dobrze, jeśli nastolatki pytają, ale przecież często jest tak, że nie chcą rozmawiać z rodzicami. Co robić, gdy dziecko się zamyka?

Po pierwsze trzeba zapobiec takiej sytuacji. Warto rozmawiać od wczesnego dzieciństwa. Tam, gdzie jest miłość i uwaga, tam wchodzenie w okres dorastania nie spowoduje przerwy w komunikacji z rodzicami. Jeśli nastolatki nie chcą rozmawiać z rodzicami, to wina leży zwykle po obu stronach. Gdy rozmowy brakuje, wtedy rodzice powinni wprost o tym mówić: córko/synu, martwi mnie to, że się przede mną zamykasz, że nie chcesz nic o sobie mówić. Jeśli rodzic interesuje się tym, co dziecko czyta, co ogląda, w co gra – nie po to, żeby szpiegować, ale żeby o tym porozmawiać – to łatwiej jest z nastolatkiem rozpocząć rozmowę o świecie, filmie, książce niż o osobistych sprawach tegoż nastolatka. Jeśli to nie działa, a objawy nadal są niepokojące, warto wtedy nawiązać kontakt ze szkołą, z parafią, ze środowiskiem rówieśników dziecka.

A nie jest to naturalna sytuacja, że w tym wieku grupa rówieśnicza jest dla dziecka ważniejsza niż rodzice?

Tak się wydaje wielu rodzicom, ale to błędne przekonanie. Gdy rodzice słuchają z miłością, gdy są dyskretni, gdy coś mądrego radzą, wtedy nastolatki mogą czuć się bezpiecznie i chętnie podejmują rozmowy.

Jak wychowawca może „wychwycić” i wspomóc wychowanka, który w domu nie doświadcza miłości, bezpieczeństwa i nie uczy się dojrzałej komunikacji?

Wychwycić jest łatwo, gdyż zachowanie takiego wychowanka jest zwykle problematyczne. Warto, by nauczyciel, ksiądz czy katecheta zainicjował rozmowę, by podrzucił jakiś ciekawy artykuł, książkę, by zaprosił problematycznego wychowanka do włączenia się w jakąś grupę formacyjną. Trzeba zacząć od pozytywów: zauważam, że szukasz twojej drogi życia, że stawiasz pytania, a to znaczy, że myślisz. Najgorsze, co można zrobić, to moralizować, czyli ograniczać się do nakazów, zakazów i ocen. Trzeba natomiast ostrzegać przed tym, co niedojrzałe i groźne i nie pozwalać nigdy na to, by wychowanek krzywdził siebie czy też był krzywdzony w naszej obecności.