facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Proszę o modlitwę o uratowanie małżeństwa Anny i Jacka.
Anna
2020-01-09 16:32:06
O zdrowie dla Bogumiły.
Piotr
2020-01-02 17:34:59
O nawrócenie dla Karola
P.
2020-01-02 12:41:13
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Teraz!
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2012 - grudzień
WYCHOWANIE - RODZICIELSKA TROSKA. Porozmawiajmy o cierpieniu

Ewa Rozkrut

strona: 7



Dojrzewałam w zupełnie innych czasach, bardzo dawno temu, jak twierdzą moje dzieci. Oczy młodych wówczas były zwrócone w innym kierunku, niż obecnie. Ówczesne pokolenie, jak się to obecnie ocenia, nastawione było mniej konsumpcyjnie, więc teoretycznie żyło bliżej Boga. Jednak mimo to życiorysy męczenników nie interesowały mnie zbytnio, były dla mnie zbyt straszne.

Przyglądając się im, obawiałam się, że jeśli zechcę naśladować ich gorliwość, to Bóg ode mnie zażąda takiej samej ofiary, a ja bałam się bólu. Do tego dochodziły stereotypy typu „skoro Bóg kogoś kocha, to daje mu krzyż”. A młodej dziewczynie krzyż kojarzył się przede wszystkim z miejscem cierpienia i śmierci Jezusa. Dopiero z biegiem lat i zbliżaniem się do Boga odkrywałam, że męczeństwo nie oznacza dosłownie umierania na krzyżu. To raczej dokonywanie codziennych wyborów zgodnie z Jego wolą, bez lęku.

Kiedy to stało się dla mnie jasne, to byłam gotowa, żeby spokojnie rozmawiać o tym z własnymi dziećmi. One też powinny zmierzyć się z tą sferą przeżywania chrześcijaństwa. Ciekawiło mnie, jak bardzo różnimy się w postrzeganiu męczeństwa. Zaskoczyło mnie, jak wiele miały interesujących przemyśleń.

Po pierwsze uznały, że miejsce na ziemi, w którym dorastają nie wymaga umierania za wiarę w dosłownym sensie. Zatem klasyczny męczennik jest dla nich trudno zrozumiały. W naszych warunkach raczej muszą mieć wzorce osób, które dobrze sobie radzą z realizowaniem woli Boga, ze zwyciężaniem siebie dla Niego. Ponadto, według nich, sama śmierć i upokorzenia nie powinny być stawiane na pierwszym planie, jako coś, co zbliża do Boga, bo przecież ważne są intencje z jakimi podejmuje się jakiekolwiek działania. Zbyt łatwo wtedy o błędny wniosek, że skoro chce się osiągnąć świętość to konieczna jest śmierć w męczarniach. A przecież męczeństwo nie stanowi istoty życia wiarą, na ogół przecież stanowi skutek wcześniejszej egzystencji, a i tak tylko dla niektórych.

Przyjrzeliśmy się też z dziećmi wspólnie naszym patronom i odkryliśmy, że tylko jeden z nich był męczennikiem...

Sama rozmowa była dla mnie jednak bardzo budująca, sporo z niej wyniosłam, choć na początku wydawało mi się, że to ja wniosę najwięcej. Z tego wyciągnęłam jeden wniosek. Dzielenie się z dziećmi wiarą i rozmowy na ten temat ubogacają nas wzajemnie.