facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
O ustanie pandemii corona wirusa
Staszek
2020-05-29 10:06:03
W intencji wszystkich MAM
Ala
2020-05-29 10:04:41
Za Tomka z W
Piotr
2020-03-29 19:05:04
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Strach
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2008 - listopad
SŁÓWKO O KSIĘDZU BOSKO. Ojciec sierot

ks. Marek Chmielewski SDB

strona: 12



Dzieło wychowawcze księdza Bosko zaczęło się od spotkania z Bartłomiejem Garellim, sierotą.

W Oratorium księdza Bosko na Valdocco zawsze była duża grupa sierot. W oparciu o analizę dostępnych źródeł można stwierdzić, że sieroty stanowiło ok. 30% ogólnej liczby wychowanków. Większość tego rodzaju wychowanków uczyła się zawodu, pozostali byli uczniami szkoły średniej. W 1863 r. na 50 nowo przyjętych uczniów zawodu aż 31 było sierotami, natomiast wśród 252 gimnazjalistów sierot było tylko 52. Z 328 nowych uczniów w tym roku 110 było pozbawionych przynajmniej jednego z rodziców. Ciekawe, że z trzech kleryków salezjankach pracujących wtedy w Oratorium dwóch było sierotami. Ksiądz Bosko nie cofał się przed wzięciem odpowiedzialności za rodzeństwa sieroce. W 1868 r. przyjęto na Valdocco np. jedno trójkę rodzeństwa i osiem par braci. Co więcej, ksiądz Bosko miał też odwagę przyjąć pod swój dach synów pochodzących z nieprawego łoża, rejestrując ich oficjalnie pod nazwiskiem matki, gdyż ojcowie ich nie uznawali i zostawiali samym sobie. W 1867 r. zaakceptowano trzech takich chłopców. Tyle suchych liczb i faktów. Za nimi stoi ogromne zaangażowanie wychowawcze na rzecz rozwoju tych dzieci oraz ogromne zabiegi mające na celu zapewnienie im choćby skromnego utrzymania.

Chcąc jednak odkryć księdza Bosko jako autentycznego „ojca sierot”, nie można patrzeć jedynie przez pryzmat statystyk, zebranych środków materialnych i wykonanej pracy. Trzeba koniecznie zajrzeć do jego serca. Tam odkrywa się żar jego miłości i jego najgłębsze motywacje i przekonania. On sam odkrywa nam je na kartach „Wspomnień Oratorium”. Ta niewielka książeczka, której rękopis pozostawał głęboko ukryty w archiwum aż do roku 1946, nie jest autobiografią księdza Bosko. Nie jest publikacją, która opiera się na autorytecie źródeł, poddanych odpowiedniej lekturze i krytyce. Ksiądz Bosko napisał ją na życzenie Piusa IX. Powierzone mu zadanie zaczął wypełniać dopiero w wieku 58 lat. Patrzył więc na swoje życie z perspektywy czasu. Siłą rzeczy, opierając się na własnej pamięci, nie zawsze pozostał wierny chronologii wydarzeń. To jednak nie jest najważniejsze. W tworzeniu „Wspomnień” księdzu Bosko towarzyszyła myśl o przekazaniu przyszłym salezjanom ducha i charyzmatu. Stąd jego książeczka to dzieło o charakterze wychowawczym, pouczającym. Na jego kartach pokazuje m.in. jakie znaczenie miało dla niego sieroctwo.

Najpierw wspomina, jak w wieku dwóch lat sam został sierotą pozbawionym ojca. Potem widzimy, jak półsierota Janek Bosko pokonuje szereg życiowych trudności, aby zostać kapłanem. Po święceniach dociera do Turynu. Jego dzieło wychowawcze, jak sam podkreśla we „Wspomnieniach”, zaczyna się od spotkania z Bartłomiejem Garellim, sierotą. Okazuje mu serce. Staje się ojcem dla niego i dla jego kolegów, którzy pojawili się potem. Daje im rodzinę i sam staje się ojcem. Kiedy po kilku latach wyczerpany pracą, podupada na zdrowiu, musi wrócić do Becchi na rekonwalescencję.

W listopadzie 1846 r., wraz z matką, zamieszkał ponownie na Valdocco w domu Pinardiego. Jednego z pierwszych wieczorów do ich drzwi zapukał przemoknięty chłopiec, prosząc o nocleg. Mama Małgorzata zawahała się, obawiając się kradzieży. Ksiądz Bosko zapytał kim jest. „Jestem biednym sierotą. Przyjechałem z Valsesji szukać pracy. Miałem trzy liry, ale je wydałem, a nie znalazłem pracy”. I dodał z płaczem: „Teraz nie mam już nic ani nikogo”. Został u księdza Bosko. Nie tylko na jedną noc… Rodzina z Valdocco po raz drugi zaczęła swe życie. Tym razem na dobre. Stało się to wtedy, gdy ten, który w dzieciństwie „nie miał ojca” podał z miłością rękę temu, który w młodości „nie miał nic i nikogo”. Sierocie.