facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Za Tomka z W
Piotr
2020-03-29 19:05:04
Proszę o modlitwę w intencji mojego taty - aby szybko wrócił do zdrowia. Jest po ciężkiej operacji i w stanie zagrażającym życiu.
Krzysztof
2020-02-15 22:26:08
Proszę Boga Ojca w imię Pana Jezusa za wstawiennictwem Matki Najświętszej o opiekę od zła, szczęśliwą podróż i błogosławieństwo we wszystkich sprawach dla rodziny Jana.
Jan
2020-01-29 13:28:49
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Strach
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2008 - lipiec/sierpień
NIEBEZPIECZEŃSTWO NEW AGE. Żal mi ludzi, którym wróżyłam

Beata

strona: 25



Swoją pierwszą wizytę u wróżki „zawdzięczam” mojej chrzestnej. Miałam wtedy 15 lat. To było niesamowite. Mówiła, że mam też talent i że powinnam się zająć wróżeniem. Kupiłam więc sobie karty i zaczęłam się bawić. Zaczęłam wróżyć swoim koleżankom. Okazywało się, że to się sprawdza. To były drobiazgi – jakie dostaną oceny z klasówki, czy jakiś chłopak ją kocha, czy się z nią spotka... Później zaczęły przychodzić do mnie ich mamy. Zaczęłam mieć prawdziwych klientów. Dzięki temu zaczęłam grać na giełdzie. I nie przegrywałam.

Gdy przychodziła jakaś osoba, żebym jej powróżyła, to wiedziałam, co ją spotka, kiedy tylko do mnie weszła. Ale przecież nie mogłam powiedzieć, że nie muszę kłaść kart, żeby przepowiedzieć przyszłość. Więc kładłam karty, po czym okazało się, że budziłam się po godzinie. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Budziłam się podczas ostatniego zdania, które wypowiadałam. Nie wiedziałam, co mówiłam, widziałam tylko przerażone oczy kobiety czy mężczyzny i było mi głupio zapytać, co powiedziałam, że są tacy przerażeni.

Później zaczęłam widzieć w domu duchy. Najpierw zobaczyłam dwie osoby, kobietę i mężczyznę. Myślałam, że coś ze mną nie tak, że wariuję. Ale wytłumaczyłam sobie, że to może są duchy ludzi, którzy tu kiedyś mieszkali. Nawet się do nich przyzwyczaiłam. Ale były momenty, kiedy się złościłam, np. kiedy wracałam i kobieta biegła w moim kierunku i krzyczała, a ja nie słyszałam co. Moje dzieci, pomimo że były bardzo małe (jedno pół roku, drugie 3 lata) były przerażone, nie spały spokojnie. Widziały rzeczy, których my nie widzieliśmy i nie mogliśmy nic z tym zrobić. Mówiły o jakichś potworach, które im się śnią. Mój syn po wstaniu rano opisywał dokładnie jakąś panią, w co jest ubrana, gdzie jest teraz. Byłam przerażona, sama nie widziałam tej osoby. Wpadałam w coraz większy dołek psychiczny, nie chciało mi się wychodzić z domu, nie chciało mi się ruszyć, nie chciało mi się nic robić. Siedziałam i płakałam. Po prostu myślałam, jak tu się zabić. Mój mąż pewnego razu już nie wytrzymał i powiedział: „Ja nie wiem, czego to jest wina, ale spalę wszystko, co masz związanego z wróżeniem, może to jest to”. Więc pozbierał wszystkie rzeczy – stroje, kapelusze, książki, karty – i spalił.

To co mnie zaskoczyło, to to, że od razu przestałam widzieć, duchy w moim domu. Tydzień czy dwa tygodnie później mój mąż wyjechał. Byłam sama w domu z dziećmi. Pamiętam, że uczyłam się, czytałam jakieś książki do późna w nocy. I nagle poczułam, że wokół mnie coś się dzieje, nie wiedziałam co, ale strasznie się bałam, tak potwornie, że w pewnym momencie pomyślałam, że zadzwonię do męża. Niestety nie odbierał. Więc po prostu zaczęłam płakać. Pomyślałam, że może ostatnią deską ratunku będzie jakaś modlitwa, ale nic nie pamiętałam, ani Ojcze nasz, ani Zdrowaś Mario, nic po prostu mi do głowy nie przychodziło. I jedyne, co mi wtedy przyszło to: Ojcze ratuj!, po prostu: Ojcze ratuj! I w tym momencie poczułam, że wszystko odeszło. Od tego czasu skończył się okres lęków.

Zdaję sobie sprawę, że ktoś, kto czegoś takiego nie doświadczył, może podejrzewać czy też sugerować chorobę psychiczną, załamanie, depresję, ale jestem osobą wykształconą i staram się ciągle poszerzać swoją wiedzę, także w tej materii. Nic nie wskazywało wówczas na to, ze lęki, obawy, strach wynikają z jakichś zaburzeń somatycznych czy psychicznych ciała czy umysłu. To była sprawa duchowa.

Teraz jest mi bardzo żal ludzi, których „zaraziłam”, którzy mają przeze mnie problemy.