facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Za Tomka z W
Piotr
2020-03-29 19:05:04
Proszę o modlitwę w intencji mojego taty - aby szybko wrócił do zdrowia. Jest po ciężkiej operacji i w stanie zagrażającym życiu.
Krzysztof
2020-02-15 22:26:08
Proszę Boga Ojca w imię Pana Jezusa za wstawiennictwem Matki Najświętszej o opiekę od zła, szczęśliwą podróż i błogosławieństwo we wszystkich sprawach dla rodziny Jana.
Jan
2020-01-29 13:28:49
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Strach
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2008 - lipiec/sierpień
NIEBEZPIECZEŃSTWO NEW AGE. Nauczycielka magii

Paweł

strona: 24



Kiedy umarła moja mama, to tak jakby skończyło się moje dzieciństwo. To był koniec pięknych chwil, koniec rodziny, którą tworzyliśmy. Zawiodłem się na Bogu. Obraziłem się na Niego, podobnie jak mój tata. Byłem wtedy w pierwszej klasie liceum. Moja wychowawczyni była bioenergoterapeutą. Ogólnie rzecz biorąc zajmowała się ezoteryką, prowadziła też zajęcia jogi. Kiedy mieliśmy lekcję wychowawczą, opowiadała czym jest bioenergoterapia, ezoteryka, medytacja, ćwiczenia czakramów, punktów energetycznych na ciele, czym jest samodoskonalenie siebie, reinkarnacja… Dla całej klasy było to nowością.

Z czasem wychowawczyni zaczęła mnie wprowadzać w ten świat. Pożyczała mi literaturę. Podczas wycieczek szkolnych ćwiczyła z nami różne praktyki, np. usztywniała nam nadgarstki i dawała w dłoń wahadełka. Później zaczął się satanizm, pierwsze rytuały, pierwsza styczność z magią. Kiedyś postanowiłem zrobić komuś krzywdę za pomocą magii. I zobaczyłem efekt tego. Najpierw myślałem, że to zbieg okoliczności, później jednak tych „zbiegów okoliczności” zaczęło się pojawiać zbyt dużo.

Mój tata i moja siostra zaczęli się bać wchodzić do mojego pokoju. Zaczęły się ruszać w nim przedmioty, ja zacząłem dziwnie się zachowywać. Mój tata, chociaż był ateistą uwierzył, że świat duchowy istnieje.

Pewnego wieczora, kładąc się spać, miałem moją pierwszą styczność z siłą, która za tym wszystkim stała. Moje ciało zostało sparaliżowane. Coś otworzyło mi usta i poczułem ciepło, które wpływa do mojego wnętrza. Od tamtej chwili zdałem sobie sprawę, że to, czym się param, jest złe, że jest to sama złość, sama agresja, sama nienawiść, że za tym stoi konkretna osoba, konkretny przeciwnik, który jest nam znany pod postacią diabła. Wtedy uświadomiłem sobie, że tak naprawdę nie kieruję już sam sobą, że nie mam własnej osobowości, że moim ja kieruje już coś zupełnie innego. Wtedy też pojawiły się praktyki związane z wychodzeniem z ciała. Z początku bardzo się tego bałem, ponieważ jest to uczucie podobne do umierania. Pojawiły się też wokół mnie postacie, które chciały ze mną rozmawiać i nawiązać kontakt. Miałem przy tym ogromną siłę fizyczną, moje ciało mogło wytrzymywać bardzo duże obciążenia, ale od środka byłem wyżarty. Czułem ciągły strach, ciągłą obserwację przez coś. Zaczęły się pojawiać pierwsze myśli samobójcze.

Kiedyś chciałem sobie zażartować z kolegi i przetestować moją energię. Kolega odleciał parę metrów, uderzył boleśnie o ścianę. Wtedy zobaczyłem, że nie zrobiłem tego sam, że moja ręka go nawet nie dotknęła. Z jednej strony było mi przykro, za to co zrobiłem, z drugiej – pociągało mnie to i ciągle chciałem się rozwijać. Byłem jak bóg. Miałem moc. Chociaż ciągle podświadomie czułem, że Bóg istnieje, że patrzy na mnie i że bardzo mu się to nie podoba.

Pewnego wieczoru wracałem od znajomego rowerem i zacząłem się modlić. Poczułem, jak bardzo potrzebuję Boga. Kiedy dojechałem do domu, tamta strona upomniała się o mnie, rzuciła mnie na łóżko i zaczęła dusić. Myślę, że to było najgorsze przeżycie w moim życiu. Zobaczyłem postać, która mnie dusi i nie chce puścić. Nie pomogło mi wtedy wychodzenie z ciała. Wszystkie moje praktyki, które ćwiczyłem, aby być silnym i doskonałym, nie przynosiły wtedy rezultatów. Kiedy brakowało mi już tchu, wpadłem na pomysł, że będę się modlił. I po pewnym czasie, kiedy było już ze mną ciężko, ta postać puściła mnie. Dopiero wtedy spadły mi klapki z oczu. Zobaczyłem, gdzie tak naprawdę jestem. Ciągle modliłem się do Boga. I modlę wciąż. Kiedy demon mnie dusił, to krzyczał do mnie w różnych językach, których nie rozumiałem. Kiedy wszystko umilkło, słyszałem tylko własną modlitwę i ciszę. Ale czułem się dobrze, czułem się wreszcie wolny i czułem, że ta postać odeszła ode mnie. Wtedy też zaczęło się to właściwe poszukiwanie. Poprzez mojego przyjaciela trafiłem do chrześcijańskiej wspólnoty.

Po tym wszystkim zdarzały się oczywiście kontrataki. Były to zazwyczaj sny, w których tamta postać urągała mi, przeklinała mnie i krzyczała do mnie, że mnie nienawidzi, że chce mojej śmierci. Były też sny, które kusiły, abym wrócił w to, czym zajmowałem się wcześniej. Ale ja dzisiaj jestem innym człowiekiem. Mam pracę, rodzinę, dom. Żyję zwyczajnie. Moja siostra także się nawróciła, a po naszych modlitwach także nasz tata.

Najsmutniejsze jest jednak to, że nauczycielka, która mnie wprowadziła w ten przerażający świat, nadal uczy.