facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Proszę o modlitwę w intencji mojego taty - aby szybko wrócił do zdrowia. Jest po ciężkiej operacji i w stanie zagrażającym życiu.
Krzysztof
2020-02-15 22:26:08
Proszę Boga Ojca w imię Pana Jezusa za wstawiennictwem Matki Najświętszej o opiekę od zła, szczęśliwą podróż i błogosławieństwo we wszystkich sprawach dla rodziny Jana.
Jan
2020-01-29 13:28:49
Proszę o modlitwę o uratowanie małżeństwa Anny i Jacka.
Anna
2020-01-09 16:32:06
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Teraz!
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2008 - maj
TAKA NASZA CODZIENNOŚĆ

mama Ania

strona: 21



Dzieci płci męskiej – jak wynika z moich obserwacji – mają zazwyczaj jakiegoś „fijoła”. Podejrzewam, że te płci żeńskiej miewają fijoły również, jednak jak dotąd nie było mi dane ich poznać. Dwa moje małe rodzaje męskie dostają drgawek radości na widok pojazdów uprzywilejowanych. Nieważny kolor: biały, czerwony czy granatowy. Ważne, że pędzi szybko i głośno, a do tego jeszcze te mrugające światełka. Mmm... szaleństwo normalnie!
O.: Widziałaś mama, kajetka jedzie!! Widziałaś tata? Widziałaś Sewejyn? – Olgierd za każdym razem aż podskakuje w foteliku samochodowym.
Taki fijoł to całkiem pozytywna sprawa. A że pasje trzeba rozwijać, zatem przystąpiłam do działania pt.: „Wizyta w jednostce strażackiej”. Z organizacją nie poszło wcale tak trudno, bo mąż mojej przyjaciółki jest strażakiem. Przejął się rolą ogromnie, w przeddzień spotkania melduje, że plan zwiedzania opracowany w każdym calu. Dzieci dowiadują się dopiero rano i od rana czekają w pełnej gotowości. W końcu nadchodzi ta upragniona chwila, kolega oprowadza nas po jednostce. Zaczynamy od dyżurki. Seweryn ciągnie mnie za rękaw:
S.: Mama, a kiedy będą wozy? – szepcze konspiracyjnie.
– Zaraz synku, wujek nam pokaże wszystkie miejsca.
S.: Mama, a kiedy będziemy polewać wodą? – nie daje za wygraną.
– Hej, no ale wodą to chyba nie będziemy polewać, wodą to tylko pożary...
Oglądamy nawet kuchnię i świetlicę. Przy ześlizgu dzieciaki wydają się spoglądać w dół z chęcią natychmiastowego zeskoku. Ku mojej uciesze wybieramy jednak schody. Olgierd pcha się do wozu, a pierwszy stopień jest wyżej niż jego głowa. Seweryn snuje się wyraźnie rozczarowany:
S.: No, ale kiedy będziemy polewać wodą...?
Szukam Olka, a on już na jakąś drabinkę się wspina. Za minutę majstruje przy hełmach. Potrzebne mi oczy na czułkach, jak u ślimaków. Mam wizję, że Olgierd zaraz opróżni zbiorniki o pojemności 2000 litrów. A mój mąż nie zauważa dzieci, ale za to co chwilę wydaje zachwycone okrzyki:
– No co ty mówisz, 5 ton wody na minutę?!
Jestem wykończona kontrolowaniem sytuacji. Wracamy. Seweryn całą drogę nie odzywa się ani słowem. Chyba okrutnie rozczarowany. Tak mi przykro. Miała być taka piękna niespodzianka, a tu nie było czego polewać wodą. Wchodząc jednak następnego dnia do przedszkola, trochę się uspokajam, bo słyszę, jak moje starsze pacholę woła od progu:
– Proszę pani, proszę pani, a ja wczoraj widziałem strażaków i taką wielką drabinę mieli! I strasznie głośno hałasowali!!
Ufff, czyli jednak starsze dziecko zadowolone. Co za ulga! Bo, że Olgierd i małżonek mój osobisty mają w życiu nowy cel – zostać strażakiem – było jasne już w remizie.