facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Proszę o modlitwę o uratowanie małżeństwa Anny i Jacka.
Anna
2020-01-09 16:32:06
O zdrowie dla Bogumiły.
Piotr
2020-01-02 17:34:59
O nawrócenie dla Karola
P.
2020-01-02 12:41:13
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Teraz!
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2012 - listopad
PRAWYM OKIEM. Księdzu to nie wypada!

Tomasz P. Terlikowski

strona: 22



Są rzeczy, które choć wydają się normalne w świecie nie przystoją chrześcijaninowi, a już na pewno księdzu. Są także słowa, którymi katolik, nawet świecki, nie powinien się posługiwać, bowiem mogą one ranić.

Afera wokół Salezjańskiego Gimnazjum w Lubinie powoli wygasa. Media, które przejechały się już walcem po księdzu i szkole, zajęły się już nowymi sprawami. Nie oznacza to jednak, że do sprawy wracać nie należy, że możemy spokojnie przejść nad nią do porządku dziennego i uznać za zakończoną. „Skandal otrzęsinowy” powinien bowiem stać się lekcją, którą trzeba odrobić. Nie tylko i nie przede wszystkim po to, by nie dawać żeru mediom (te zawsze coś znajdą), ale żeby lepiej wypełniać misję wychowawczą i kapłańską. Czego zatem możemy nauczyć się ze sprawy, którą media rozdmuchały do granic histerii?

1. Obraz jest zawsze silniejszy niż jego kontekst. Tę prawdę trzeba niestety bardzo mocno wbić do głowy. Niewinna zabawa, jeśli zostanie sfotografowana w nieodpowiedni sposób, staje się zachowaniem nie do obrony. A ludzie oglądający obrazki nie zastanawiają się nad kontekstem, a odbierają obraz w najprostszy narzucający się sposób. Tłumaczenia, mądre słowa nie mogą tego zrobić, bowiem taka jest natura oddziaływania obrazu, a także sposób odbioru informacji medialnej w Internecie. Jedynym możliwym lekarstwem jest unikanie sytuacji, w których takie zdjęcia mogą być zrobione.

2. Nie jest to zresztą wielka strata, bowiem zabawy, które można usprawiedliwić u nastolatków czy ewentualnie na okręcie przy przekraczaniu równika, są nie do usprawiedliwienia w katolickiej szkole. „Kocenie”, wymuszanie hołdów wobec dyrektora placówki, choć tylko zabawowe, nie są chyba przekazem, który powinien być wpajany dzieciom. Klęczące nastolatki wokół księdza, którego nogi są wysmarowane białą substancją nie wpajają dzieciom nic istotnego. A zabawa jest, szczerze mówiąc na tyle głupia, że aż zaskakuje, że nikt nie uznał – przez lata – za stosowne jej przerwać. W tej sprawie trudno nie zgodzić się z prof. Aleksandrem Nalaskowskim, który w wywiadzie dla portalu Fronda.pl wyraził zdumienie, że „otrzęsiny” w ogóle w katolickiej szkole miały miejsce. „Trochę dziwię się, że w szkole katolickiej do tej pory nie zrezygnowano z tego zwyczaju wytykania „nowych”, zamiast przyjąć ich z otwartymi ramionami. Jako założyciel i dyrektor szkoły nie zgodziłbym się na żadne otrzęsiny, ale też nie doszukiwałbym się żadnych głębokich podtekstów” – podkreślił pedagog.

3. Nie wydaje się też, by kapłan powinien kiedykolwiek występować w podobnych (nawet jeśli zabawowych) sytuacjach. Teologia ciała Jana Pawła II nie pozostawia najmniejszych wątpliwości, że nasze ciało jest świątynią Boga. Tego typu zabawy, nawet jeśli całkowicie niewinne, zwyczajnie więc księdzu nie przystoją. Rozumiem potrzebę bycia lubianym, fajnym dla uczniów, ale wychowawca i kapłan to ktoś, kto potrafi powiedzieć dzieciom „stop”. Rodzice powierzający swoje dzieci na wychowanie do szkoły katolickiej mają nadzieję (takie były przynajmniej moje intencje), że wychowawcy będą jednak dzieci wprowadzać w świat myślenia katolickiego, które szanuje cielesność i zna jej znaczenie, a nie do szkoły, która jest po prostu fajna, bo ksiądz robi to samo, co koledzy i koleżanki.

5. Oczywiście w całej tej sprawie nie było podtekstu erotycznego. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości, ale... trzeba też mieć świadomość, że akurat na te sprawy (szczególnie w Kościele) współczesny świat jest niezwykle wyczulony. Można się na to oburzać, ale nie wolno lekceważyć tego faktu. I już choćby dlatego, dla własnego dobrze pojętego bezpieczeństwa, ale i dla dobra Kościoła, każdy ksiądz powinien mocno ustalić granice własnej i innych intymności i nigdy nie dopuszczać do ich przekraczania. Pewne gesty, choć normalne, stały się niedopuszczalne. I w pewnym sensie to nawet dobrze, bo pozwala chronić celibat i czystość, która przez pewne gesty czy zachowania może być wystawiana na pokusy...

6. I wreszcie pora na uderzenie się we własne piersi. Niewątpliwie lekcją z tej sprawy jest dla mnie to, że czasem warto zatrzymać język przed zbyt ostrymi ocenami. Ta sprawa została rozdmuchana przez media, a publicysta katolik mógł – choć nadal uważam, że ksiądz z Lubina zachował się niespecjalnie rozsądnie i niestety niezgodnie z etosem wychowawcy i chrześcijanina – spokojnie darować sobie zbyt ostre słowa, które nie tylko raniły, ale też mogły zostać wykorzystane do dalszego nakręcania emocji.