facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Za Tomka z W
Piotr
2020-03-29 19:05:04
Proszę o modlitwę w intencji mojego taty - aby szybko wrócił do zdrowia. Jest po ciężkiej operacji i w stanie zagrażającym życiu.
Krzysztof
2020-02-15 22:26:08
Proszę Boga Ojca w imię Pana Jezusa za wstawiennictwem Matki Najświętszej o opiekę od zła, szczęśliwą podróż i błogosławieństwo we wszystkich sprawach dla rodziny Jana.
Jan
2020-01-29 13:28:49
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Strach
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2012 - październik
TAKA NASZA CODZIENNOŚĆ

mama Ania

strona: 15



– Nie będę jadł kanapek z żółtym serem, chcę z miodem! – usłyszałam jakieś trzy dni temu.
– Zlituj się Olgierd, dziecko musi mieć pełny zestaw składników odżywczych, żeby być zdrowe! W serze jest wapń na mocne kości!
Ech, paskudna konieczność wypleniania nawyków. Kiedy Olek był niemowlakiem lekarze stwierdzili alergię na białko krowiego mleka i zakazali nim karmić. Soja – orzekli – to jest zastępstwo, a dziecko z wiekiem zapewne wyrośnie z tej przypadłości. Serków homogenizowanych, jogurtów w kolorowych opakowaniach unikała więc cała rodzina, żeby samą obecnością w lodówce nie kusiły najmłodszego. „Mleko” co prawda Olgierd pija, i owszem, ale w cenie trzy razy wyższej niż reszta rodziny – sojowe.
– Przecież ja nie mogę jeść żółtego sera. No to jak nie z miodem, to może z dżemem truskawkowym?
– Olek, ty już wyrosłeś z tej choroby – tłumaczę. – Zobacz sam, zjadasz czekoladowe jajko z niespodzianką, a tam jest mleko i nic ci nie jest, jesz naleśniki z mlekiem i też jest dobrze. Choroby już nie ma.
Dziś, przygotowując obiad, widzę jak do kuchni wkracza Olek, trzymając w ręce rozpakowaną czekoladę z solidnymi śladami uzębienia na tabliczce. Nawet nie połamał jej na kostki, gryzie prosto z papierka.
– Synu, wsuwasz tak po prostu całą czekoladę?
– No! – mruczy zadowolony z buzią pełną czekoladowej mazi. – Przecież mówiłaś, że już nie mam tej choroby...