facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Proszę o modlitwę o uratowanie małżeństwa Anny i Jacka.
Anna
2020-01-09 16:32:06
O zdrowie dla Bogumiły.
Piotr
2020-01-02 17:34:59
O nawrócenie dla Karola
P.
2020-01-02 12:41:13
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Teraz!
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2012 - wrzesień
BIOETYKA. Spór o ustawy dotyczące in vitro

ks. Paweł Bortkiewicz TChr

strona: 16



Na nowo rozgorzały spory o prawne regulacje dotyczące sztucznego zapłodnienia in vitro. Najprościej rzecz ujmując, istnieje kilka możliwości.

Pierwszą z nich jest całkowity zakaz tego typu działań. Drugą – całkowite przyzwolenie na taką reprodukcję. Trzecią opcję wyrażają poglądy, które uznają zapłodnienie in vitro za zasadniczo niegodne etycznie, ale – zakładając, że nie da się go wyeliminować – szukają rozwiązań minimalizujących zło.

Odnoszę wrażenie, że pierwsze stanowisko jest nie tylko najmniej popularne, ale też prezentowane jako restrykcyjne, tworzące jakieś nowe, godzące w dobro rodziców prawa. Jakby przeciwnicy sztucznego zapłodnienia in vitro, godzili w istniejący ład i porządek rzeczy, jakby chcieli burzyć ustalony od dawna (a może nawet wręcz „od zawsze”, jak to się lubi przy tego rodzaju sytuacjach powtarzać) status quo. Tymczasem, rzecz ma się dokładnie odwrotnie.

Gdybyśmy wnikliwie spojrzeli na istniejący stan rzeczy w prawodawstwie polskim, to trzeba by przywołać tutaj najpierw zdanie prof. Andrzeja Zolla, który przed kilku laty stwierdził: „Na gruncie obecnej konstytucji można stwierdzić, że w momencie powstania genomu ludzkiego mamy do czynienia z człowiekiem, którego życie jest przedmiotem ochrony prawnej”. Podkreślmy raz jeszcze: „w momencie powstania genomu ludzkiego mamy do czynienia z człowiekiem”. To znaczy, w momencie zapłodnienia, połączenia materiału genetycznego dwojga ludzi, mężczyzny i kobiety, mamy do czynienia z człowiekiem. A człowieka, jego życie, należy chronić. W tym kontekście, logicznie ujmując, działania, które zmierzają w konsekwencji do wyprodukowania embrionów nadliczbowych, które będą unicestwione, naruszają oczywiście tę zasadę. A skoro tak, powinno to być w jakiś sposób karane.

Pomimo autorytetu prof. Zolla, można uznać jego opinię za prywatną wykładnię prawa konstytucyjnego. Takiego charakteru nie ma jednak orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 28 maja 1997 r.,
które jednoznacznie stwierdziło, że ochrona prawna życia ludzkiego dotyczy okresu prenatalnego. I nie uzależniło tej ochrony od takich czy innych cech człowieka ani środowiska, w którym on się znajduje.
Warto może także przywołać ustawę o Rzeczniku Praw Dziecka z 6 stycznia 2000 r. Art. 2, p. 1 stanowi, że w rozumieniu tej ustawy dzieckiem jest każda istota ludzka od poczęcia do uzyskania pełnoletniości.

Orzeczenia te, podobnie jak wiele innych, są właściwie jednoznaczne i nie zostawiają wątpliwości – ingerencja w życie ludzkie w momencie początku winna być zakazana. Stąd sprzeciw tak wobec ustawy legalizującej aborcję, jak ustawy legalizującej sztuczne zapłodnienie in vitro, bo jest to działanie faktycznie z przewagą efektów aborcyjnych. Raz jeszcze trzeba w tym momencie podkreślić, że dyskutujemy w przestrzeni obecnych realiów, gdzie dokonuje się zapłodnienia kilku komórek, wytwarza się kilka zarodków – embrionów, z których jeden zostaje wszczepiony do łona matki, a reszta w świetle polskiej praktyki zamrożona. Te zamrożone embriony albo zostają wykorzystane dla celów eksperymentalnych, albo zostają rozmrożone, co oznacza zabicie poczętych istnień ludzkich.

Dlatego można zrozumieć jako dobre intencje, projekty tych, którzy proponują adopcję tych zamrożonych zarodków przez wolontariuszki. Intencje są dobre – chcą ratować poczęte życie, ale problemów jest kilka. Wybór takiej opcji jest wyborem w kategoriach mniejszego zła, ale zawsze zła. Bo oznacza tolerowanie samego faktu potraktowania człowieka w momencie zaistnienia jako produktu reprodukcyjnego. Ponadto, czy można nawet apelować (nie mówię – obligować, zobowiązywać) do takiego działania kogokolwiek? Jest to zachęta z jednej strony do zła, a z drugiej strony – do czynu bardzo szczególnego. Jakie zarodki zostają zamrożone? Najlepsze czy najgorsze, najsłabsze? Czy sam fakt przebywania tych zarodków w ciekłym azocie jest dla nich środowiskiem naturalnym, czy wręcz opresyjnym? Skoro najlepsze zarodki rodzą się często (jak dowodził prof. Janusz Gadzinowski) z licznymi obciążeniami i schorzeniami, to jak będzie z zarodkami „niższej jakości”? Czy można zachęcać rodziców do adopcji dziecka upośledzonego?

Są wreszcie zwolennicy pełnej, swobodnej legalizacji owej reprodukcji. Czy ich postawa może dziwić? Ośmielam się powiedzieć – nie. Nie dziwi w naszym schizofrenicznym świecie, gdzie sztuka myślenia niewiele znaczy. Przed kilku dniami otrzymałem notatkę prasową: „Peter Singer, kontrowersyjny australijski etyk, otrzymał najwyższe australijskie odznaczenie za „wybitne zasługi w służbie Australii i całej ludzkości”. Singer jest profesorem na Uniwersytecie Princeton, utylitarystą promującym aborcję, dzieciobójstwo i eutanazję. Twierdzi on, że noworodkom nie przysługuje status osoby, gdyż nie posiadają one świadomości, opowiada się za możliwością zabójstwa dzieci niepełnosprawnych (m.in. z zespołem Downa czy autyzmem) w trakcie pierwszych dwóch lat życia, a jednocześnie uważa, że prawa ludzkie powinny zostać przyznane zwierzętom jako istotom zdolnym do odczuwania cierpienia. 

Przyznanie odznaczenia Singerowi, nazwanemu przez arcybiskupa Melbourne, Denisa Harta, „najbardziej haniebnym ambasadorem śmierci”, wywołało oburzenie obrońców życia, etyków i publicystów w Australii i na całym świecie. Singer, w sposób równie zaangażowany, broni aborcji, jak i reprodukcji in vitro. Potwierdza w ten sposób linię podziału między kulturą życia a kulturą śmierci. Jest to linia, która nie jest zależna od opcji politycznych, a przynajmniej nie powinna taką być. Tę linię podziału wyznacza prawe i prawdziwe sumienie.