facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
O ustanie pandemii corona wirusa
Staszek
2020-05-29 10:06:03
W intencji wszystkich MAM
Ala
2020-05-29 10:04:41
Za Tomka z W
Piotr
2020-03-29 19:05:04
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Na dłoń czy na klęczkach?
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Strach
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2010 - październik
PRAWYM OKIEM. Do roboty!

Tomasz P. Terlikowski

strona: 22



Na naszych oczach dobiegł kresu czas „świętego spokoju” i utrzymywanego religijno-moralnego status quo. Jeśli więc chcemy, by religia nadal miała znaczenie w życiu Polaków, by nasze dzieci mogły żyć w normalnych warunkach, to trzeba wreszcie przebudzić się z sympatycznej drzemki i zabrać do roboty, realizując program nowej ewangelizacji.

10 kwietnia, 10 sierpnia, ale też moment, w którym ktoś podniósł rękę na krzyże w Przemyślu – to symboliczne momenty, które głęboko zmieniły Polskę. 10 kwietnia zobaczyliśmy na ulicach tę prawdziwą, współczującą, płaczącą i modlącą się Polskę. Ten obraz tak bardzo przeraził (najlepszym przykładem takiego przerażenia jest wypowiedź Grzegorza Miecugowa o demonach patriotyzmu) część opinii publicznej czy medialno-politycznych elit, że natychmiast zabrano się za jego pacyfikowanie.

I niestety trzeba powiedzieć, że w znaczącym stopniu się to udało. Najpierw spacyfikowano żałobę, później udało się doprowadzić do sytuacji, w której nawet milczenie o Smoleńsku uznawano za przejaw „mowy nienawiści”, a zakończono wszystko wezwaniem do usunięcia krzyża, który rzekomo miał przeszkadzać w pracy nowemu prezydentowi. Przy okazji rozpętano tak mocną kampanię antyreligijną, że przełożyła się ona na bluźnierstwa konkretnych osób. A wszystko zakończyło się (tu już sądzę, że bez woli samych zainteresowanych) niszczeniem krzyży w Przemyślu (dwóch z trzech). Do pełni obrazu trzeba jeszcze dodać nasilającą się antyreligijną kampanię SLD i Janusza Palikota. Skupiają się oni na razie na prawie do zabijania nienarodzonych i eutanazji (Palikot już zamówił badania, z których wynika, że większość Polaków jest za takim prawem), ale także na promowaniu zboczeń seksualnych, czy naciskach na państwo polskie, by to przyznało parom homoseksualnym przywileje małżeństw.

Oczywiście można się uspokajać, że nie ma – na razie – siły politycznej, która taki program wprowadzi w życie. Trzeba mieć jednak świadomość owego „na razie”. Jeśli bowiem słupki sympatii społecznych przesuną się wyraźnie w lewo, to PO (a i część PiS) nie będzie się wahała i natychmiast zagłosuje w zgodzie ze społecznymi oczekiwaniami, odrzucając – na przykład – tak wychwalaną dotąd „kompromisową ustawę antyaborcyjną” (warto przypomnieć, że w imię owego kompromisu – w ubiegłym roku zginęło prawie 500 dzieci). Nie wierzę też, by politykom – szczególnie tym, którzy obecnie rządzą Polską – zadrżała ręka, gdy trzeba będzie odebrać jakieś prawa katolikom. W sytuacji, gdy popierać ich w tym będzie cały świat, na pewno znajdzie się jakiś ksiądz, a może nawet hierarcha, który ich poprze. A media wytworzą wrażenie, że to właśnie stanowisko jednego księdza jest prawdziwe, a wszystkie inne są zwyczajnie nieważne, bo niezgodne z nieomylnym nauczaniem rządu.

Aby przeciwdziałać takiej sytuacji trzeba wreszcie zrozumieć, że jesteśmy na wojnie o przyszłość naszych dzieci. Od tego, czy się poddamy czy nie, zależy to, w jakim kraju będą one żyły. Czy w szkole będą się uczyć religii czy wychowania seksualnego? Czy w urzędach będą wisiały krzyże czy leżały gejowskie ulotki? To są coraz bardziej realne pytania. Odpowiedź zależy zaś od tego, czy weźmiemy się w końcu do roboty. My, to znaczy wszyscy chrześcijanie: duchowni i świeccy, politycy i dziennikarze. A także zwyczajni wierni. Zadanie jest zaś bajecznie proste: trzeba zacząć w końcu odważnie i otwarcie głosić Ewangelię, żyć nią i nie bać się postulować wprowadzania zasad prawa naturalnego w prawo stanowione.

„Nowa ewangelizacja”, bo to ona jest podstawowym zadaniem, może zaś sięgnąć po stare metody. Gdyby na warszawskiej (czy jakiejkolwiek innej) starówce stanęła grupa zakonników w habitach i zaczęła – jak kiedyś św. Franciszek czy św. Dominik – publicznie głosić Ewangelię, wzywając do nawrócenia, to sprawą natychmiast zainteresowałyby się media. A do tego, co o wiele ważniejsze, dotarłoby się w ten sposób do ludzi, którzy normalnie w świątyniach nie bywają. Jeszcze większe wrażenie zrobiłyby publiczne, prowadzone na ulicach nabożeństwa, czy wspólne modlitwy przed miejscami, gdzie nielegalnie w Polsce zabija się nienarodzonych.

Taki radykalizm głoszenia trzeba by jednak połączyć z radykalizmem wymagania. Jeśli polityk (ale też dziennikarz czy urzędnik) podaje się za katolika, jeśli przystępuje do komunii, to trzeba od niego wymagać działań katolickich. Jeśli występuje on przeciwko życiu – to zwyczajnie trzeba mu przypomnieć, że utracił prawo do Eucharystii. I publicznie to zademonstrować… Tylko w ten sposób można bowiem pokazać, czym jest Kościół. I odzyskać choć trochę przestrzeni dla normalności.