facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Za Tomka z W
Piotr
2020-03-29 19:05:04
Proszę o modlitwę w intencji mojego taty - aby szybko wrócił do zdrowia. Jest po ciężkiej operacji i w stanie zagrażającym życiu.
Krzysztof
2020-02-15 22:26:08
Proszę Boga Ojca w imię Pana Jezusa za wstawiennictwem Matki Najświętszej o opiekę od zła, szczęśliwą podróż i błogosławieństwo we wszystkich sprawach dla rodziny Jana.
Jan
2020-01-29 13:28:49
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Teraz!
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2014 - wrzesień
Kościół, Woodstock i monolog

Tomasz P. Terlikowski

strona: 29



Czy trzeba iść z przesłaniem ewangelii do młodych ludzi na Woodstock? Jasne, że tak. Czy trzeba to robić tak jak zrobił to ks. Wojciech Lemański? Nigdy w życiu!

Afera wokół księdza Wojciecha Lemańskiego, gdy otrzymacie Państwo ten numer „Don Bosco” do swoich rąk, pewnie już przeminie. Arcybiskup Henryk Hoser podejmie decyzje, zostaną one ogłoszone, skomentowane i burza przeminie. Ale to w niczym nie zmienia faktu, że wciąż trzeba się będzie zastanawiać nad sposobem dotarcia do młodych ludzi, którzy od Kościoła odpływają, a także nad tym, co trzeba im komunikować. A wizyta ks. Lemańskiego na Woodstock będzie wciąż doskonałym antyprzykładem takiej postawy.
A piszę to w pełni świadomy, że jego słowa spotkały się z entuzjazmem młodych ludzi, że oklaskiwali oni księdza niezwykle mocno, i że zapewniali, że gdyby wszyscy księża byli tacy, to oni wróciliby do Kościoła... Problem polega bowiem na tym, że gdyby wszyscy księża byli tacy, to Kościół przestałby być Kościołem. I to wcale nie dlatego, że duchowny skrytykował biskupów (choć akurat w ustach 54-latka słabo brzmi krytyka młodszego od siebie Prymasa Polski), ale dlatego, że w innych momentach głosił on tezy jawnie sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Najmocniejszym na to dowodem było zdeprecjonowanie cierpienia i jego chrześcijańskiego sensu, z jakim mieliśmy do czynienia w tej wypowiedzi. Duchowny stwierdził, że nauczanie o tym, że cierpienie może mieć sens, skierowane do matki, której rodzi się ciężko chore dziecko, to banialuki... I to nie jest już za długi język, krytyka, ale jawna herezja. Jeżeli takie cierpienie nie ma sensu, to całe nauczanie Kościoła podsumowane przez św. Jana Pawła II w „Salvifici doloris” na temat chrześcijańskiego sensu cierpienia to pobożne banialuki, które można wyrzucić na śmietnik. A jeśli ks. Lemański tak uważa to powinien jak najszybciej zmienić powołanie. Nie inaczej jest ze słowami na temat tego, że podziały w Kościele nie są problemem. Schizmy, herezje, rozłamy wcale księdzu Lemańskiemu nie przeszkadzają. Takie opinie i takie słowa to zwyczajne wprowadzanie młodych ludzi w błąd, co do nauczania samego Jezusa Chrystusa, który modlił się, aby jego uczniowie „byli jedno”. Niechrześcijańskie były także wypowiedzi na temat dyrekcji Szpitala Świętej Rodziny, z której zwolnienia za obronę życia ksiądz się cieszył... Wszystko to, niestety, pokazuje, że źródłem sukcesu księdza na Woodstock było to, że zrezygnował on z nauczania Kościoła, a zaczął przedstawiać jakieś własne przemyślenia.
Ale moim największym zarzutem wobec ks. Lemańskiego jest to, że w istocie nie wykorzystał on okazji do ewangelizacji. Zamiast opowiadać o złych biskupach, zamiast podlizywać się Owsiakowi i liberalnym mediom, duchowny mógł opowiedzieć młodzieży o potędze Jezusa Chrystusa, o tym, że On za każdego z nich oddał swoje życie, że warto Mu je oddać, bo On ma moc je przemienić, i że wreszcie nie ma takiego grzechu, z którego nie mogliby się wydostać. Mógłby, co też przecież ważne, powiedzieć im o pięknie czystej miłości, o tym, że zawsze można zacząć od nowa, i małżeństwie, które jest sakramentem, a także zaprosić do Kościoła, w którym, owszem, często najbliżsi czy przełożeni są krzyżem, ale który jest wspólnotą zbawienia. To, w takim miejscu, byłby rzeczywisty nonkonformizm, przekaz odważnego duchownego, który nie boi się nie tylko swojego (bardzo zresztą w odniesieniu do niego łagodnego) arcybiskupa, ale także mediów czy reakcji młodzieży. Po takim wystąpieniu mógłbym spokojnie powiedzieć, że ksiądz Lemański jest non-konformistą. A tak okazało się, że świetnie wpisuje się w rolę, jaką wyznaczyły dla niego media, czyli księdza, który mówi to samo, co Jacek Żakowski. Tyle że ma na sobie sutannę.

Zamiast opowiadać o złych biskupach, zamiast podlizywać się Owsiakowi i liberalnym mediom, duchowny mógł opowiedzieć młodzieży o potędze Jezusa Chrystusa.