facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Za Tomka z W
Piotr
2020-03-29 19:05:04
Proszę o modlitwę w intencji mojego taty - aby szybko wrócił do zdrowia. Jest po ciężkiej operacji i w stanie zagrażającym życiu.
Krzysztof
2020-02-15 22:26:08
Proszę Boga Ojca w imię Pana Jezusa za wstawiennictwem Matki Najświętszej o opiekę od zła, szczęśliwą podróż i błogosławieństwo we wszystkich sprawach dla rodziny Jana.
Jan
2020-01-29 13:28:49
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Teraz!
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2015 - maj
Nieudany marketingowo Dekalog

Tomasz P. Terlikowski

strona: 29



Ataki na akcję przeciwko konkubinatom początkowo nawet mnie bawiły, ale po jakimś czasie uświadomiły mi, że ich autorzy mają kłopot z częścią z chrześcijańskiej wiary i doktryny. Archiwum
Idąc tropem wytyczonym przez krytyków akcji antykonkubinatowej trzeba by powiedzieć, że sam Pan Bóg nie znał się na marketingu, a do tego lubował w biczowaniu ludzi Dekalogiem.

Atakujący akcję koncentrują się na dwóch rzeczach. Po pierwsze ich zdaniem jest ona negatywna, a przecież lepiej byłoby promować po prostu małżeństwo, zamiast atakować konkubinat. Drugim, nie mniej istotnym, zarzutem jest to, że „nie należy ludzi bić publicznie Dekalogiem”, a ze spokojem budować w nich wiarę. Oba te zarzuty staram się traktować poważnie, ale jest to dla mnie dość trudne. Dlaczego? Bo gdyby potraktować je poważnie, to wówczas trzeba by potępić samego Pana Boga, który też zamiast budować wyłącznie pozytywny przekaz obdarował nas Dekalogiem. A w nim, jak wiadomo, niemal same zakazy: Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną, nie cudzołóż, nie kradnij, nie pożądaj, a na dodatek kilka nakazów: pamiętaj, abyś dzień święty święcił, czcij ojca i matkę swoją itd. Te skandaliczne zapisy nie są przy tym choćby wzbogacone o pozytywny przekaz, a jakby tego było mało, za niewypełnianie ich przewidziane są rozmaite kary (to już w dalszej części tekstu objawionego). Idąc więc tropem wytyczonym przez krytyków akcji antykonkubinatowej trzeba by powiedzieć, że sam Pan Bóg nie znał się na marketingu, a do tego lubował w biczowaniu ludzi Dekalogiem. I to, dodajmy, w miejscach publicznych i z ogromnym naciskiem na zobowiązanie do jego praktykowania. Bóg, choć przecież mógł zrobić, co chciał, nie sformułował Dekalogu jako dziesięciu łagodnych sugestii: A może rozważyłbyś wstąpienie w związek małżeński zamiast innych form ekspresji seksualnej; dialog jest lepszy niż przemoc w rozwiązywaniu konfliktów, ciesz się z tego, co masz itd. On dał mu jasną formę i to właśnie negatywną. Natrząsam się oczywiście. To nie ulega wątpliwości, ale trudno na poważnie rozmawiać z tymi, którzy przekonują, że da się przedstawiać chrześcijaństwo bez nakazów i zakazów, bez reguł prawa. One w nim są, a ich respektowanie jest drogą ku Bogu, ale także propozycją bezpiecznego życia. Ja swoim dzieciom też nie robię długich wykładów na temat tego, że lepiej niż prądem bawić się klockami Lego, ale jasno wskazuję, że czegoś robić nie wolno. I w formowaniu Fot. nawet dorosłych takie jasne nakazy są po prostu konieczne. A ich przypominanie to element ewangelizacji, która wcale nie zawsze musi być pozytywna. I znowu posłużmy się dowodem z repertuaru religijnych. W Fatimie pierwszym obrazem, jaki zobaczyły dzieci, był obraz… piekła. Tak, tak. Matka Boża nie zaczęła od zachwalania uroków nieba, ale od wskazania, co czeka tych, którzy nie chcą być z Bogiem. I nie była to wizja milutka, ale przerażająca. I właśnie ona wielu ludzi nawraca o wiele mocniej niż pozytywne zapewniania, że wszystko jest świetnie i nic nie trzeba zmieniać, bo grzech przecież nie jest taki straszny, a zamiast go potępiać, lepiej proponować alternatywę dla niego. Kłopot polega na tym, że grzech jest straszny, a do tego może on nas zaprowadzić do piekła. Ono bowiem istnieje, a mówienie o nim jest wyrazem miłosierdzia wobec grzeszników, a nie straszenia. Jeśli bowiem widzę, że moje dziecko chodzi po gzymsie, to byłbym idiotą, gdybym go nie ostrzegł, jak może się to skończyć. A ktoś, kto świadomie i dobrowolnie grzeszy, choćby żyjąc w konkubinacie, właśnie chodzi po gzymsie, z którego może spaść do piekła. I trzeba go przed tym ostrzegać, nawet jeśli nie spodoba się to innym.
Wbrew temu, co sugeruje tytuł, „Praktyczny katechizm bierzmowanego” nie jest przeznaczony tylko dla osób, które przygotowują się do sakramentu bierzmowania. Dzięki rozległej wiedzy autora zawartość tej publikacji może zaciekawić każdego, kto pragnie zgłębić tajemnice Trzeciej Osoby Trójcy Świętej. Liczne przykłady i odwołania do Pisma Świętego sprawią, że czytelnik spojrzy na pewne prawdy teologiczne z zupełnie innej i nieznanej mu dotąd perspektywy. „Jeśli historyk chce zgłębić ducha jakiejś epoki, musi zbadać różne przejawy jej życia: literaturę, sztukę, sposób myślenia, czucia, życia, ubierania się, obyczaje. Jeśli ktoś chce poznać ducha człowieka, to rejestruje jego słowa i czyny, próbuje dociec, kogo kocha, czego nie lubi, co zamierza i czego dokonał, aby w ten sposób z poszczególnych drobnych obserwacji ukształtować sobie wyobrażenie o jego wewnętrznym duchu, w którym on żyje i działa, który nim kieruje. Podobnie musi postąpić ten, kto chce poznać ducha Chrystusowego”.