facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Za Tomka z W
Piotr
2020-03-29 19:05:04
Proszę o modlitwę w intencji mojego taty - aby szybko wrócił do zdrowia. Jest po ciężkiej operacji i w stanie zagrażającym życiu.
Krzysztof
2020-02-15 22:26:08
Proszę Boga Ojca w imię Pana Jezusa za wstawiennictwem Matki Najświętszej o opiekę od zła, szczęśliwą podróż i błogosławieństwo we wszystkich sprawach dla rodziny Jana.
Jan
2020-01-29 13:28:49
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Teraz!
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2015 - październik
Sudan Południowy: Chłopcy ulicy

Bartłomiej Wróblewski

strona: 10



Najbardziej brakuje im miłości rodzicielskiej, osoby, która mogłaby być ich przyjacielem, autorytetem i życiowym przewodnikiem.

Sudan Południowy jest jednym z najbiedniejszych państw świata, w dodatku wyniszczonym wieloletnią wojną. Chłopcy na ulicę trafiają mając niewiele ponad 6 lat i tak żyją do 18. roku życia i dłużej. Ich liczba w mieście sięga nawet 500, a w całym kraju 10 000. Niestabilna sytuacja państwa, gdzie pokój wisi na włosku, sprawia, że bieda mieszkańców pogłębia się. W sklepach tylko ryż, kozie mięso, bułki, oliwa, a ceny i tak przewyższają kilkukrotnie standardy europejskie (np. za kilogram ziemniaków trzeba zapłacić od 2 do 5 dolarów, a jeden pomidor kosztuje 50 centów). To w takiej rzeczywistości przyszło żyć tutejszym młodym, których duża część trudzi się zbieraniem plastikowych butelek czy metalu. Pracują fizycznie, by zarobić trochę pieniędzy: pomagają na budowie, sprzątają przed sklepami, czyszczą buty. Zdarza się, że kradną, bo są po prostu głodni.

Którędy na ulicę?

Wau to drugie co do wielkości miasto w Sudanie Południowym i choćby dlatego jest to przestrzeń większych możliwości, także dla chłopców. By dotrzeć do miasta wielu z nich musiało pokonać wiele kilometrów, co zajmowało im nawet kilka dni. Dlaczego trafiają na ulicę? Źródło problemu leży między innymi w tym, że jedno z największych plemion – Dinka – jest wciąż poligamiczne. Mężczyźni mogą sobie pozwolić na kupienie tylu żon na ile ich stać. Ponadto wojna domowa, wciąż tkwiące w głowach przedstawicieli różnych plemion uprzedzenia względem siebie i ciągłe spory o władzę w znaczący sposób hamują rozwój tego kraju. W związku z tym niemal wszystkie produkty codziennego użytku sprowadzane są z krajów ościennych, a w samym Sudanie Południowym praktycznie nie ma żadnej produkcji. Panują tu głód i ubóstwo, wiele rodzin nie jest w stanie się wyżywić, stąd dzieci odsyłane są na ulicę bądź same uciekają z domu. Dlaczego chłopcy ulicy, a nie dzieci ulicy? Za wydanie panny młodej za mąż mężczyzna zapłaci nawet kilkaset krów, co dla rodziny jest ogromnym bogactwem, dlatego też to nie dziewczynki, a chłopcy trafiają na ulice miast Sudanu Południowego.

Chłopcy księdza Bosko

Od kilku lat na terenie placówki salezjańskiej w Wau prowadzony jest program dla chłopców ulicy, w ramach którego część z nich na stałe mieszka w budynku oddanym dla ich użytku. Mieszka tu około 40 dzieci, a z posiłków i codziennych zajęć korzysta od 50 do 80 osób. Podopiecznymi programu zajmują się księża salezjanie, wolontariusze, pracownicy socjalni, a także uczniowie szkoły salezjańskiej. Wolontariusze organizują dla chłopców zajęcia sportowe, plastyczne, gry i zabawy. Nie brakuje lekcji języka angielskiego czy matematyki. Być może w niedługim czasie uda się rozpocząć naukę religii, ponieważ chętnych nie brakuje do czytania opowieści biblijnych i katechizmu w języku dinka. Tak jak ksiądz Bosko, wychowawcy pilnują, by chłopcom nie zabrakło czasu na modlitwę przed posiłkiem i by każdy z nich wiedział, że jest wart więcej niż skarby tego świata.

Wau! Pomaganie jest proste!

A czego najbardziej brakuje chłopcom? Chyba nie trzeba zbyt długo się zastanawiać, żeby stwierdzić, że najbardziej brakuje im miłości rodzicielskiej, osoby, która mogłaby być ich przyjacielem, autorytetem i życiowym przewodnikiem. Z takich bardziej przyziemnych spraw – i nie ma w tym przesady – brakuje niemal wszystkiego. Centrum, w którym się znajdują, to po prostu opuszczony budynek niewielkich rozmiarów, składający się z dwóch pomieszczeń i werandy. W środku jedynie gołe ściany, kilka materacy czy skrawków materiału służących chłopcom za legowisko, więc przede wszystkim brakuje tu budynku, który można by przekształcić w całodobowe centrum dla dzieci ulicy. Kolejną kwestią jest wyżywienie. Chłopcy jednego dnia dostają po jednej bułce, a drugiego jedzą ugotowany ryż z kukurydzą – to zaledwie jeden posiłek dziennie, a w niedzielę, kiedy program nie jest prowadzony, nie dostają żadnego posiłku, więc jeśli nie uda im się zdobyć go na ulicy, przez cały dzień chodzą głodni. W sobotę jest czas na pranie ubrań, które noszone są przez nich dzień w dzień, często podarte i nadające się jedynie do wyrzucenia na śmietnik.

Jak można pomóc chłopcom ulicy w Sudanie Południowym?

Przede wszystkim modlitwą, aby społeczeństwo, a szczególnie władze, zmieniło swoje nastawienie do tych nieszczęśliwych dzieci i podjęło kroki w celu zmiany na lepsze ich smutnej codzienności. Nie ma na co czekać. Te dzieciaki zasługują na lepsze życie. Nie zawiedźmy ich! ▪