facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
O dobrego męża dla Ali oraz o zdrowie,zgodę i potrzebne łaski
mama
2019-12-05 10:58:50
O wybawienie Magdy I Dawida oraz ich dzieci od wszelkiego zła, aby Pani nasza nauczyła nas prawdziwej miłości i rozwiązała wszystkie węzły i problemy, które oddzielają nas od Boga oraz w intencjach wszystkich modlących się tutaj, teraz wspólnie.
Dawid
2019-12-05 10:57:32
Za Zuzię o zdrowie i wewnętrzny spokój,Anie i Marte o dary DUcha sw
MAMA
2019-11-19 15:50:50
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Teraz!
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2011 - październik
MISJE. Spadkobiercy księdza Hoppe

Małgorzata Tadrzak-Mazurek

strona: 18



Odessa tonie w zieleni. Gdyby nie to, letnie upały byłyby tu nie do zniesienia. Ale zieleń przykrywa także siermiężność poststalinowskich blokowisk. Bo Odessa to nie tylko plaże, słynne patiomkinowskie schody, piękny gmach opery i dość nowoczesne centrum, ale także dziesiątki blokowisk pamiętających poprzednią epokę. Na jednym z nich schronienie znaleźli salezjanie.

Kiedy tylko było to możliwe, a zatem po pieriestrojce, salezjanie kupili od państwa budynek dawnego przedszkola z hektarowym terenem wokół i zaczęli prowadzić... swoje przedszkole. Od czegoś trzeba było zacząć... Ponieważ budynek jest spory, to część pomieszczeń wynajmują różnym firmom, część zaadaptowali na szkołę salezjańską. Mieści się tu także bursa dla studentów, szkoła prowadzona przez protestantów („na znak ekumenizmu” – śmieje się ks. Michał Wocial, oprowadzający mnie po obiekcie), a także oratorium. Jedno ze skrzydeł zajmuje dom zakonny salezjanów i kaplica, w której każdego dnia, oprócz niedziel, odprawiane są Msze święte. Oprócz niedziel, bo niedzielna Msza sprawowana jest w kościele parafialnym w centrum Odessy. „Parafia liczy 250 osób – opowiada ks. Michał, który był tu proboszczem jeszcze do tegorocznych wakacji, a teraz jest dyrektorem wspólnoty – ale zważywszy na miejscowe uwarunkowania, to i tak sporo”. Przy parafii działa Stowarzyszenie Salezjanów Współpracowników i Salezjanek Współpracownic, Ruch Czcicieli Maryi Wspomożycielki (ADMA), a także Instytut Świecki Życia Konsekrowanego Ochotniczki Księdza Bosko (VDB).

W klasztorze mieszka teraz czterech księży, a warunki pracy w porównaniu z tymi sprzed rozpadu Związku Sowieckiego są wręcz idealne. Nie licząc szkoły i przedszkola, najbardziej salezjańskiego ducha widać w oratorium, które nazywają tu Młodzieżowym Centrum. W różnych grupach i kółkach zainteresowań gromadzi się tu codziennie kiladziesięcioro dzieci i młodzieży. Najmłodsze mają 6 a najstarsze 20 lat. Młodzi mogą brać udział w zajęciach świetlicowych, wolontariatu misyjnego, różnego rodzaju kursach, np. tańca, a także trenować w ramach drużyny piłkarskiej „Don Bosco”.

Mimo to, daleko tu nadal do całkowitej odbudowy życia duchowego. Lata stalinizmu głęboko zakorzenione są w postawach ludzkich, w braku jasnego systemu wartości, w kryzysie rodziny. A pewnie byłoby jeszcze gorzej (szczególnie, jeśli chodzi o odeskich katolików), gdyby nie ofiarność nieżyjącego już ks. Tadeusza Hoppe.

Ks. Tadeusz Hoppe, salezjanin, to niewątpliwie postać nietuzinkowa, wręcz heroiczna. Urodził się w 1913 r. w Wielkopolsce. Święcenia kapłańskie przyjął w roku 1943, a w 1958 r. poprosił przełożonych o możliwość wyjazdu do pracy w Odessie. W czasach, kiedy na terenach sowieckich religia była brutalnie zwalczana, kiedy represjonowano wierzących, kościoły zamieniano na magazyny, fabryki, kina czy sale gimnastyczne, kiedy nie można było pokazać się w sutannie na ulicy, on sam poprosił o możliwość pracy w takim miejscu. I był temu wierny. Pracował w Odessie do końca swojego życia w 2003 r. Przez 34 lata zupełnie sam, mieszkając w piwnicy, zaadaptowanej na mieszkanie, w budynku dawnej plebanii przy kościele św. Piotra. Najmniejszym w Odessie i jedynym funkcjonującym jako świątynia w czasach komunizmu. To tutaj pełnił swoją posługę, to tutaj doczekał odzyskania przez katolików katedry (zamienionej na salę gimnastyczną), co zresztą stało się z jego inicjatywy i jego ogromnym wysiłkiem, to tutaj dowiedział się o ustanowieniu diecezji odesko-symferopolskiej. Tu w końcu umarł, doczekawszy rozpadu Związku Radzieckiego, wolności religijnej, przyjazdu biskupa katolickiego, powrotu świetności katolickiej katedry i powstania salezjańskiej wspólnoty zakonnej, w której dziś posługę pełni czterech kapłanów: ks. Michał Wocial – dyrektor, ks. Cezary Czerwiński – nowy proboszcz, ks. Joachim Jasita i ks. Augustyn Szczerbiński.

„To, że w Odessie przetrwali katolicy, że przyjechali tu inni kapłani, że można odzyskiwać kościoły katolickie, to niewątpliwie zasługa ks. Tadeusza” – mówi ks. Andrzej Baczyński, który w 2003 r., pół roku przed śmiercią ks. Tadeusza Hoppe, dołączył do niego w Odessie.

Ks. Andrzej Baczyński do wakacji 2011 r. był dyrektorem salezjańskiej wspólnoty w Odessie. Teraz pracuje w Korosteszowie, koło Żytomierza. Ten Polak, wychowany we Lwowie, zetknął się z salezjanami działającymi w „zakonnym podziemiu” na terenie Litwy. Ponieważ życie zakonne było wtedy absolutnie zakazane w Związku Radzieckim i groziło surową karą, ks. Andrzej wstąpił do seminarium diecezjalnego w Rydze (jedynego czynnego za czasów sowieckich na terenie Rosji), a z formatorem salezjańskim spotykał się raz w miesiącu potajemnie na spacerze... Resztę formacji dopełniły lektury. Seminarium ukończył w 1991 r. ale, oczywiście, nie mogło być mowy o życiu zakonnym, więc imał się różnych zajęć, był np. dozorcą, szewcem. Mówi, że do dziś można mu przynosić buty do naprawy, bo fach nadal ma w ręku.

Zmiany na lepsze zaczęły się pojawiać po rozpadzie Związku Radzieckiego, kiedy niepodległość odzyskała Ukraina. I choć w Odessie większość nadal mówi po rosyjsku, a sporo zapytanych osób ma problemy z określeniem własnej narodowości, to niewątpliwie Odessa od 20 lat przynależy do Ukrainy. Sporo już się zmieniło, ale sporo jeszcze wymaga zmian i pracy. I to zadanie na długie lata. Ale teraz można tu pracować jawnie i jeśli nawet nie bez przeszkód, to nie w tak dramatycznych okolicznościach, z jakimi musiał się zmierzać ks. Hoppe.