facebook
Audiobook:
O Janku przyjacielu młodzieży
autor: Maria Kączkowska
odcinek 33: Zadanie życia spełnione


W Waszych intencjach modlimy się codziennie
o godzinie 15:00 w Sanktuarium
M.B.Wspomożycielki Wiernych w Szczyrku
Za Tomka z W
Piotr
2020-03-29 19:05:04
Proszę o modlitwę w intencji mojego taty - aby szybko wrócił do zdrowia. Jest po ciężkiej operacji i w stanie zagrażającym życiu.
Krzysztof
2020-02-15 22:26:08
Proszę Boga Ojca w imię Pana Jezusa za wstawiennictwem Matki Najświętszej o opiekę od zła, szczęśliwą podróż i błogosławieństwo we wszystkich sprawach dla rodziny Jana.
Jan
2020-01-29 13:28:49
Blogi:
Agnieszka Rogala Blog
Agnieszka Rogala
relacje między rodzicami a dziećmi
Jak nie kochać dzieci.
Karol Kliszcz
pomiędzy kościołem, szkołą a oratorium
Bezmyślność nie jest drogą do Boga
Karol Kliszcz Blog
Łukasz Kołomański Blog
Łukasz Kołomański
jak pomóc im uwolnić się od uzależnień
e-uzależnienia
Andrzej Rubik
z komżą i bez komży
Tożsamość
Andrzej Rubik Blog
Maria Fortuna-Sudor Blog
Maria Fortuna-Sudor
na marginesie
Strach
Tomasz Łach
okiem katechety
Bóg jest czy nie jest?
Tomasz Łach Blog

Archiwum

Rok 2005 - czerwiec
MISJE - W Dolinie Inków

ks Ryszard Łach SDB

strona: 16



Jadąc z Cuzco na północny-wschód Doliną Inków, dotrzemy do miasta Calca, dalej do Lares i Amparaes. Nazywamy ten teren misją Vale Sagrado de los Incas – misją w Świętej Dolinie Inków. Dla mnie Calca w Peru jest bardzo pięknym miejscem, choć na początku wcale nie chciałem tu być.


Dużą radością, ale i największym zmartwieniem w Calce jest ogromna liczba młodzieży, która ściąga do miasta z okolicznych dolin. Matki dają im 50 soli, czyli jakieś 50 zł, i mówią: Idź do miasta się uczyć. Nie na wiele to starcza, więc młodzi zaczynają kraść, łączą się w grupy nazywane tu piranias – trzydziestka takich 9-letnich maluchów napada człowieka i zabiera wszystko, łącznie z ubraniem. To jest prawdziwe misyjne wyzwanie – dzieci i młodzież, którym trzeba coś zaproponować.

Główne problemy młodych Peruwiańczyków – to zagubienie wartości, rozbite rodziny, rozwiązłość seksualna i związane z tym choroby. Staramy się na nie odpowiedzieć, realizując dwa pakiety programów edukacyjnych. Pierwszy – Edukacja w wartościach – zawiera 16 bloków poruszających takie tematy, jak rodzina, przyjaźń, samoocena. Każdy taki blok zawiera krótkie wprowadzenie, film i kończy się wspólną dyskusją. Drugi pakiet nosi tytuł Silni do miłości, coś w rodzaju edukacji do życia w rodzinie. Współpracują z nami pedagodzy, psychologowie. Z każdego z tych programów korzysta ok. 1000 młodych ludzi miesięcznie. I to już przynosi efekty. Kiedy przyszedłem do Calki w ciągu miesiąca mieliśmy 10 samobójstw. W ostatnich czterech latach tylko 4, czyli jedno na rok. Miejscowe władze poprosiły nas o przygotowanie i koordynowanie programu socjalnego do pracy z młodzieżą, który teraz jest realizowany.

Nie jest niestety łatwo zachęcić młodych do wzięcia udziału w takim programie. To nie jest tak jak w Polsce, że wystarczy wyjść na ambonę i ogłosić. Chodzę więc po szkołach, zapraszam, namawiam. W weekendy wieczorami spowiadam do 23.00, a potem przychodzą po mnie chłopcy i idę z nimi do dyskoteki. Co prawda nie umiem tańczyć, ale spotykam młodych. Np. chłopaka, który za dużo pije albo pali marihuanę – podchodzę, rozmawiam… Wielu z nich to teraz moi katecheci. Muszę szukać młodzieży tam, gdzie ona jest, na dyskotekach, w barach i proponować im coś – np. wspólne 2-dniowe obozowiska, które organizujemy co miesiąc dla kilkudziesięciu osób.

Jednak tym, co najbardziej mnie angażuje tu w Peru i czemu poświęcam całe serce, jest Domek Don Bosco dla dzieci ulicy. Istnieje już 15 lat. Kiedy zaczynałem tu pracę, mieszkało w nim 13 dzieci, a obecnie – 33 w wieku 8 do 23 lat. Pochodzą z rodzin rozbitych, z alkoholizmem. Muszę zapewnić im mieszkanie, wyżywienie i wszystko, czego potrzebują. Miesięcznie potrzebuję 1500 $, ale staram się o tym za bardzo nie myśleć. Czasem nie wiem, jak to się dzieje, że te pieniądze się znajdują. Bywa, że przychodzi wieczorem dziewczynka i mówi: Jutro trzeba zapłacić za chleb, a ja nie mam pieniędzy. Idę więc do kaplicy i mówię: Panie Jezu, zrób coś, bo ja już nie wiem co. Czasem zdołam trochę zaoszczędzić, ale wtedy zawsze coś wypadnie – operacja dziecka albo budowa domu dla jakiejś rodziny… Dlatego właściwie nigdy nie mam pieniędzy, ale wiem, że Matka Boża nas nie opuści i to jest dla mnie największym szczęściem.